![]() |
| Góra: Forum Przestrzenie | Charlotte | Blossom Dół: Mo-ja | Szary Stół | Moment |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 marca 2017
Dlaczego co weekend jem śniadania na mieście & ulubione śniadaniowe miejscówki w Krakowie
czwartek, 9 lutego 2017
Czy warto zamówić dietę pudełkową – plusy i minusy jedzenia dostarczanego pod drzwi
Dieta pudełkowa to ostatnio temat bardzo na czasie. Coraz więcej osób wybiera ten sposób odżywiania i co rusz powstają nowe firmy zajmujące się tego typu cateringiem. Przez miesiąc obserwowałam dietę 3000 kcal („dla sportowców”) i trochę też ją testowałam, bo spróbowałam tylu posiłków, że wyrobiłam sobie własne zdanie na jej temat. Nie byłam jednak osobą, która tę dietę zamówiła (i za nią płaciła ;)), więc będzie to łączona opinia: moja (obserwatora) i właściwego konsumenta. Przedstawię wam plusy i minusy takiego rozwiązania i napiszę, czy w ogóle warto się w to bawić.
Etykiety:
catering,
catering dietetyczny,
dieta pudełkowa,
freshfit,
kraków,
lifestyle
piątek, 12 sierpnia 2016
CHARLOTTE CHLEB I WINO – KAWIARNIA DLA FREELANCERA
Zdjęcia do tego wpisu leżały na pulpicie mojego komputera od roku, ale jakoś nigdy nie było odpowiedniego momentu, żeby się nimi zająć. W końcu stwierdziłam, że trwa to już zdecydowanie za długo i że najlepsze, co mogę zrobić, to zapakować laptopa, pójść do Charlotte i napisać o tym miejscu, po prostu w nim siedząc. Tak też zrobiłam – wstałam dziś o 6 rano, na miejscu byłam wkrótce po otwarciu, zamówiłam ulubione śniadanie, a teraz popijam kawę i piszę te słowa. (Aktualizacja: i tak publikuję ten wpis miesiąc później znad morza, eh).
Charlotte Chleb i Wino to trzecie miejsce, które postanowiłam opisać w serii Kawiarnia dla freelancera / Moje mobilne biuro. Jest to też miejsce, które odkryłam najwcześniej. Pamiętam, że kiedy zaczynała się ubiegłoroczna wiosna, moja przyjaciółka akurat kończyła pisanie pracy magisterskiej i nie mogła już wytrzymać w domu, więc zaproponowała mi wspólne wyjście: ona miała w końcu zamknąć ostatni rozdział, a moim zadaniem było siedzenie obok, motywowanie, nieprzeszkadzanie i zajmowanie się swoimi sprawami. W ten właśnie sposób polubiłam pracę na mieście. Okazało się, że to właśnie w kawiarniach jestem najbardziej skupiona i pracuję najszybciej.
Charlotte Chleb i Wino to trzecie miejsce, które postanowiłam opisać w serii Kawiarnia dla freelancera / Moje mobilne biuro. Jest to też miejsce, które odkryłam najwcześniej. Pamiętam, że kiedy zaczynała się ubiegłoroczna wiosna, moja przyjaciółka akurat kończyła pisanie pracy magisterskiej i nie mogła już wytrzymać w domu, więc zaproponowała mi wspólne wyjście: ona miała w końcu zamknąć ostatni rozdział, a moim zadaniem było siedzenie obok, motywowanie, nieprzeszkadzanie i zajmowanie się swoimi sprawami. W ten właśnie sposób polubiłam pracę na mieście. Okazało się, że to właśnie w kawiarniach jestem najbardziej skupiona i pracuję najszybciej.
czwartek, 7 lipca 2016
SWEET LIFE CAFE & BAKERY – KAWIARNIA DLA FREELANCERA
Z moich rozmów ze znajomymi pracującymi z domu wynika, że taki stan trwa zazwyczaj kilka tygodni, czasem kilka miesięcy. Zwykle po tym czasie przychodzi moment, w którym freelancer zaczyna się czuć tak sobie i postanawia nadać swojemu dniu przynajmniej jako taki kształt. Pomaga wyrobienie nawyku ubierania się (przynajmniej w ładny dres), ustalenie konkretnych ram czasowych pracy, a czasem po prostu wyjście na chwilę z domu. Ja nie jestem co prawda typowym freelancerem, ale przyznaję, że uwielbiam pracować w kawiarniach. To właśnie w nich przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, jestem najbardziej skupiona i pracuję najszybciej. W zeszłym roku, zainspirowana Iloną Patro i jej cyklem Moje Mobilne Biuro, postanowiłam rozpocząć na blogu serię wpisów opisujących moje ulubione miejsca do pracy na mieście (koniecznie przeczytajcie o WESOŁA CAFE, miejscu z najlepszą kawą w Krakowie!). Dziś wracam z opisem kolejnej kawiarni, w której freelancerzy z laptopami są mile widziani.
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
WESOŁA CAFE – KAWIARNIA DLA FREELANCERA
Kiedy półtora roku temu Ilona Patro zaczynała na swoim blogu serię „Moje mobilne biuro”, z ciekawością śledziłam każdy nowy wpis, choć po pierwsze, nie pracowałam jeszcze wtedy poza biurem, a po drugie, nie mieszkałam w Warszawie, gdzie zlokalizowane były opisywane miejsca. Rok później wciąż nie mieszkałam w Warszawie, ale za to charakter mojej pracy zmienił się na tyle, że zostałam zmuszona do poszukania fajnych, inspirujących miejsc, do których mogłabym się przenieść czasem na kilka godzin dziennie. Szybko okazało się, że w internecie właściwie nie istnieje żaden blog ani strona, na której znalazłabym odpowiedź na to, w jakie miejsce udać się z laptopem. Z tego co pamiętam, trafiłam tylko na jakiś stary, średnio aktualny wątek na forum. Po wpisaniu w wyszukiwarkę „kawiarnia do pacy kraków” wychodziły mi same oferty pracy. Postanowiłam więc wypróbować różne miejsca metodą prób i błędów i po pół roku mam już kilka swoich ulubionych, do których zaglądam, kiedy nie mogę wytrzymać w domu. Dziś chciałabym napisać o pierwszym z nich i mam nadzieję, że zrobi się z tego fajny cykl.
środa, 26 listopada 2014
Jak pokonać strach przed wizytą u dentysty
Kiedy inni stali po mocne zęby, ja prawdopodobnie ustawiłam się w kolejce po umiejętność rzucania na imprezach sucharami. Od dzieciństwa częste wizyty u dentysty były nieodłącznym elementem mojego życia i równocześnie źródłem wielu traumatycznych przeżyć. Nie będę was zadręczać co gorszymi opowieściami, wspomnę jedynie, że wszystkie najgorsze bóle w moim życiu miały związek z zębami (gorszy będzie już chyba tylko poród), więc mam pełne prawo do stanów lękowych napadających mnie w okolicy gabinetów stomatologicznych. Mimo to dentystę odwiedzam regularnie, choć nie będę ukrywać, że czasem odkładam umówienie się na wizytę przez kilka miesięcy. Udało mi się jednak znaleźć kilka sposobów na to, żeby było to doświadczenie możliwe najmniej traumatyczne.
poniedziałek, 8 września 2014
Efekty spontanicznej wizyty u fryzjera
Wstałam dziś rano, stanęłam przed lustrem w łazience i pomyślałam, że to jest ten dzień. Dzień, w którym mam już tak dość swoich włosów, że natychmiast dzwonię i umawiam się do fryzjera. No wreszcie - można by napisać. Zbierałam się do tego od miesięcy, bo nie przepadam za tymi wizytami, choć mam przecież swoją ulubioną fryzjerkę, która nigdy nie robi mi krzywdy. Ale po prostu nie lubię i już.
Od dawna zastanawiałam się, co właściwie zrobić z włosami. Przez jakieś dwa miesiące byłam nawet zdecydowana skrócić je o 30 cm, ale nie miałam odwagi. Potem zeszłam do 20 cm, ale wtedy spotkałam się z Anwen, która przekonała mnie, że nie warto pozbywać się ich aż tyle. Niestety jako totalna nie-włosomaniaczka nie mam kolekcji dobrych zdjęć samych włosów, ale coś tam wygrzebałam z instagrama. Po lewej są co prawda zakręcone, ale dobrze widać, jakie już były długie. Kiedyś przeczytałam, że włosy zaczesane do tyłu nie powinny sięgać niżej niż do łokci, a moje jakiś miesiąc czy dwa temu już tę długość przekroczyły. Na zdjęciu z prawej mam zrobionego bardzo wysokiego kucyka i widać, jak suche i zniszczone już były końcówki.
poniedziałek, 1 września 2014
Sierpień 2014 w zdjęciach
Sierpień był cudownym miesiącem - zdecydowanie najluźniejszym i najbardziej leniwym w tym roku. Dwa tygodnie spędziłam nad morzem, w jednym z moich ulubionych miejsc wszech czasów (więcej o tym pisałam w notce Jedna chwila czystego szczęścia).
Od jakiegoś czasu czułam, że muszę się na chwilę wyrwać z Krakowa, i miałam rację - kilkanaście dni spędzonych daleko od domu sprawiło, że całkowicie się wyluzowałam i jestem teraz gotowa na przetrwanie zimy. Jesień darzę umiarkowaną sympatią, ale zima nie działa na mnie zbyt dobrze, więc po prostu poczekam do wiosny i znów będzie super. Na razie akumulatory mam naładowane do pełna i codziennie rano, popijając kawę, staram się dobrze zaplanować swój dzień. Te poranki to chyba moja ulubiona część każdego dnia.
wtorek, 1 lipca 2014
Maj i czerwiec 2014 w zdjęciach
Wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Zawsze mam wtedy lepszy humor i nastrój do pozytywnych zmian. Dobrze się złożyło, bo po powrocie z Włoch jakoś nie potrafiłam wrócić do codziennego trybu i bardzo ciężko szło mi poranne wstawanie. Postanowiłam jednak z tym powalczyć, kupiłam w Empiku motywacyjny plakat, który postawiłam w łazience koło lustra i - wierzcie lub nie - podziałało. Do tego pyszne śniadanie, herbata w ulubionym kubku i mogłam już uznać dzień za dobrze rozpoczęty. Sukces!niedziela, 4 sierpnia 2013
Deserowa Mapa Krakowa: Studio Qulinarne
Jedząc dziś śniadanie w jednej z krakowskich kawiarni, postanowiłam stworzyć serię wpisów o wiele mówiącym tytule Śniadaniowa Mapa Krakowa. Potem jednak przypomniałam sobie wczorajszą wizytę w Studiu Qulinarnym i stwierdziłam, że muszę zacząć od mapy Krakowa, ale deserowej.
Wczoraj w ramach świętowania moich imienin (swoją drogą, czy wy celebrujecie swoje? podobno zaczyna się to robić dopiero wtedy, kiedy już urodziny nie sprawiają nam radości - a ja obchodzę i jedne i drugie!) postanowiłam spróbować deseru, który już od jakiegoś czasu siedział w mojej głowie. W menu Studia Qulinarnego znajduje się pozycja panna cotta o smaku earl grey i mięty. Uwielbiam każdy smak z osobna, więc założyłam, że ich połączenie stworzy coś obłędnego.
Studio Qulinarne to restauracja z gatunku tych bardziej eleganckich, co widać również po cenach potraw. Zdecydowanie nie jest to miejsce na studencką kieszeń, chyba że na jakąś super ważną okazję. Główna sala z otwartymi na cichą uliczkę wielkimi oknami wygląda ładnie, jednak moje serce podbił ogródek, którego uroku za nic nie chciał uchwycić mój aparat. Klimatu dodawał pan grający na fortepianie - akurat trafiłam na jedną moich ulubionych melodii (River flows in you klik).
Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze. Panna cotta była po prostu obłędna. Miłośnicy tego deseru koniecznie muszą wypróbować taką jego wersję. Miałam też ochotę na inną ciekawą pozycję w menu - sorbet agrestowy, ale niestety akurat się skończył. Kolejny powód, żeby tam wrócić :)
Studio Qulinarne
Kraków, ul. Gazowa 4
Panna cotta o smaku earl grey i mięty - 20 zł
Wizyta w tym miejscu była zdecydowanie najprzyjemniejszym momentem wczorajszego popołudnia. A o dzisiejszym śniadaniu jeszcze zdążę wam napisać :)
Em
niedziela, 24 marca 2013
Zakupy Yankee Candle i niedzielne śniadanie w Moment Resto
Niedziela to od jakiegoś czasu TEN JEDYNY DZIEŃ. Ten dzień, kiedy budzę się i jak codziennie moją pierwszą myślą jest "czy dziś jest niedziela i mogę jeszcze spać"? I kiedy okazuje się, że tak, ogarnia mnie błogi spokój :) Dziś miałam jednak w planach miłe przedpołudnie na krakowskim Kazimierzu, więc dość wcześnie udało mi się wstać. Zakupy i pyszne śniadanie to w końcu wystarczająco dobre motywatory.
Jak wspominałam w dodanej niedawno notce o mojej przygodzie z Yankee Candle, w ten weekend można zrobić zakupy ze zniżką -20%. Poczytałam o waszych typach, a następnie obwąchałam dziesiątki zapachów i cudem tylko udało mi się wybrać jedynie siedem :)
Zacznijmy od tego, czego nie kupiłam. Ev zwróciła moją uwagę na Lemon Lavender, jednak lawenda to zdecydowanie nie są moje klimaty, nawet w połączeniu z cytryną. Elle wspomniała o Sicilian Lemon, ale szybko stwierdziłam, że jest zbyt podobny do Sparkling Lemon, który mam w postaci dużego słoja. Dzięki Cassidy na mojej liście znalazł się Vanilla Satin, jednak skreśliłam go tuż po powąchaniu, dla mnie jest bardzo sztuczny. Adrianna pisała o Midnight Jasmine, hm... albo w ogóle nie było tego wosku, albo nie zwrócił mojej uwagi, bo nie zapadł mi w pamięć. Bardzo chciałam wypróbować ulubieńca Zielonej, czyli Cranberry Ice, niestety mimo poszukiwań nie udało mi się go znaleźć (przynajmniej w postaci wosku). Chwilę zastanawiałam się nad Beach Walk sugerowanym przez PrincessBadCat, ale wydał mi się zbyt delikatny, bardzo neutralny, choć nie skreślam go z listy całkowicie. Kolejny raz wąchałam też wspominany przez natooral Home Sweet Home, ale na razie nie mam ochoty na bardzo przyprawowe aromaty i pewnie nie zmieni się to aż do jesieni.
Siedmiu wybrańców to:
Sun&Sand, na który czaiłam się już od bardzo dawna i być może kiedyś kupię go w postaci świecy,
Sandalwood Vanilla, na temat którego naczytałam się samych zachwytów, więc nie zastanawiałam się długo nad wrzuceniem go do koszyka,
Pink Sands, czyli z tego co pamiętam najlepiej sprzedający się zapach YC na świecie,
Soft Blanket, ostatni wosk znaleziony gdzieś w kącie, czekał specjalnie na mnie (jeden z typów Zielonej),
Loves Me, Loves Me Not, łąka pełna stokrotek, czyli wiosna w pełni,
Camomille Tea, ciepły, słodki, bezpieczny, miodowo-rumiankowy,
River Valley, męski zapach, trochę podobny do Midsummer's Night, a więc całkowicie moje klimaty.
Na śniadanie wybrałam się do jednego z moich ulubionych miejsc, czyli Moment Resto. Lubię tam wpadać również na obiad, jednak to właśnie oferta śniadaniowa przemawia do mnie najbardziej, zwłaszcza gdy obowiązuje specjalne menu, np. w lecie. Musicie mi wybaczyć jakość zdjęć, niestety bloger ze mnie marny, bo zwykle rzucam się na jedzenie zanim przypomnę sobie o fotkach (co często widać), a w ogóle to nie umiem robić ich tak, żeby wszystko wyglądało tak smacznie jak na żywo. Popracuję nad tym, obiecuję.
Dzisiejszy (wyjątkowo niefotogeniczny) zestaw - tosty z serkiem ziołowym, wędzonym łososiem i sadzonym jajkiem podawane z grillowanymi pomidorkami koktajlowymi.
Zawsze dobry wybór, czyli śniadanie francuskie - trzy rogaliki podawane z czekoladą, konfiturą i miodem.Ulubieniec z zeszłorocznego letniego menu - jogurt z dżemem pomidorowym i płatkami migdałów zrobił furorę.
Równie dobra letnia propozycja - tosty z rabarbarem, serem i miodem. Dziwne połączenie, ale niezwykle udane.
W przyszłości z chęcią pokażę wam więcej dobrych śniadaniowych miejsc na mapie Krakowa. Tymczasem pooranek zaliczam do wyjątkowo udanych i mam nadzieję, że reszta dnia będzie równie przyjemna :) Czego i wam oczywiście życzę. Em
środa, 18 lipca 2012
Polecam: MoaBurger, czyli pyszne hamburgery w centrum Krakowa
Tak, wiem, przedwczoraj też pisałam o jedzeniu. Wpadłam jednak w jakiś kulinarny ciąg i od kilku dni co chwilę przeglądam blogi z przepisami i recenzje krakowskich restauracji. Skoro pokazałam wam już co ostatnio przyrządziłam w domu, dziś wspomnę o jednym z moich ulubionych miejsc do jedzenia na mieście.
O Moaburger pierwszy raz usłyszałam od koleżanki, która przekonywała mnie, że to właśnie tu można zjeść najlepsze hamburgery w Krakowie. Wkrótce potem postanowiłam sama to sprawdzić :)
Ceny mogą wydawać się dość wysokie, jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że hamburgery są OGROMNE. Oczywiście zdjęcie tego nie oddaje, ale ja nie wyobrażam sobie zjeść czegoś takiego sama. Razem z porcją frytek to idealny zestaw dla dwóch osób :)
Do niedawna nie przepadałam za hamburgerami, bo te z fast foodów jakoś do mnie nie przemawiały, a nie miałam okazji spróbować czegoś bardziej prawdziwego. Ostatnio byłam też w innym popularnym krakowskim miejscu - Love Krove, ale muszę stwierdzić, że Moaburger jednak wygrywa :) Jest pysznie!
Jeśli będziecie kiedyś w Krakowie, wpadnijcie tu na obiad. A na deser możecie pójść na babeczkę do Cupcake Corner. Polecam!
Znacie w swoich miastach podobne miejsca? A może tak jak (do niedawna) ja nie mieliście jeszcze okazji spróbować prawdziwego hamburgera? :)
Em
sobota, 7 lipca 2012
Lekko Stronnicze Piwo w Krakowie!
Jest jeszcze ktoś, kto nie zna Lekko Stronniczych? Oglądam ich prawie od samego początku i uważam, że tworzą świetny program rozrywkowy. Mam to szczęście, że Karol i Włodek tak jak ja mieszkają w Krakowie, więc to właśnie tu odbywa się najwięcej spotkań/piw, w których już kilkukrotnie miałam okazję uczestniczyć (w tym raz w Gdańsku :) ). Zabawa jest świetna, dlatego też nie może mnie zabraknąć na jutrzejszym Lekko Stronniczym Piwie, które zaczyna się o 20 w klubie Lizard King.
Wszystkie informacje znajdziecie w opisie wydarzenia na fb. Może ktoś z was także się wybiera? Dajcie znać! :)
Em
P.S. Wiele osób wrzuca ostatnio muzyczne inspiracje, więc i ja wam pokażę, w co się dziś zaplątałam.
niedziela, 3 czerwca 2012
Trampki Converse, skittles manicure, Ogród Doświadczeń i zapiekanki na krakowskim Kazimierzu
Dzień dziecka jest tylko raz w roku, a skoro nie świętuje się dnia dorosłego, ja mam zamiar być dzieckiem już zawsze. Można wtedy zaplanować przyjemny dzień, sprawić sobie jakiś prezent i na chwilę zapomnieć o wszystkim tym, co poważne. Tak też zrobiłam w tym roku :)
Wiele lat wzbraniałam się przed Conversami, ale w końcu uległam. Bardzo spodobał mi się kolor nazwany przeze mnie mandarynka-brzoskwinia-mango (oficjalnie tangerine) i postanowiłam zobaczyć, czy rzeczywiście bardziej opłaca się kupić jedną dobrą parę, czy (tak jak ja wcześniej) rozwalać kilka rocznie. Trampki te mają wielu zwolenników i pewnie jeszcze więcej przeciwników, ja na razie jestem nimi oczarowana i uśmiecham się z każdym razem, kiedy na nie spojrzę :)
Nie mogłam oczywiście odpuścić sobie pomalowania w ten dzień paznokci tak jak połowa innych blogerek :) Skittles manicure w moim wykonaniu to (od małego palca do kciuka) Essence: Blossoms etc... 04 bloom-a-loom, Cute As Hell 03 not just cute, Cute As Hell, 01 naughty but nice, Blossoms etc... 05 forget-me-not, Whoom! Boooomm!! 03 you've got the art. Na stopach pojawiła się moja ulubiona guma balonowa - Essence Denim Wanted! 01 high waist pink.
Od dawna miałam ochotę wybrać się do krakowskiego Ogrodu Doświadczeń, a z okazji Dnia Dziecka dziś wpuszczali za darmo, więc nie mogłam przegapić takiej okazji :) Opis wszystkich urządzeń znajdziecie na oficjalnej stronie, mnie najbardziej spodobała się Kołyska Newtona. Mogłabym się tym bawić bez końca! Widziałam kiedyś małe "biurowe" wersje, z pewnością przydają się podczas długich rozmów telefonicznych :) Ogród ma naprawdę wiele do zaoferowania, warto go odwiedzić zwłaszcza z dziećmi, które mają ze wszystkiego dwa razy większą frajdę.
Ktoś jeszcze nie słyszał o słynnych zapiekankach z krakowskiego Kazimierza? Wzmiankę na ich temat można znaleźć w wielu przewodnikach. Najbardziej oblegany jest Endzior, ja wolę bar NaMaxa, który jako jedyny oferuje brak znienawidzonych przeze mnie pieczarek. Zapiekanki są ogromne, jeszcze nigdy nie udało mi się zjeść takiej do końca. Z pewnością nie jest to zbyt zdrowe, ale od czasu do czasu można sobie pozwolić :)
Jak wam minął weekend pod znakiem Dnia Dziecka?
Em
piątek, 11 maja 2012
Trzeci Cupcake Corner już otwarty! (fotorelacja)
Nigdy wcześniej wam o tym nie pisałam, ale w Krakowie jest taki Cupcake Corner z pysznymi babeczkami... Żartuję oczywiście :) Bo jest ich już trzy, a ja o tych słodkościach wspominałam już tu, tu, tu i tu. Całkiem niedawno, bo 27 kwietnia, został otwarty nowy lokal przy ul. Grodzkiej, a ja pojawiłam się tam by zrobić dla was kilka zdjęć i oczywiście przy okazji coś zjeść :)
Więcej zdjęć z otwarcia zobaczyć możecie TU.
I jeszcze trzy nurtujące mnie pytania, które miałam okazję zadać Marcinowi Dutkiewiczowi.
Czy
planujecie kolejne otwarcia w Krakowie lub w jakimś innym polskim mieście?
- Tak, ale to słodka tajemnica. Poinformujemy
o tym na około 2 tygodnie przed otwarciem na naszym profilu na FB :)
Kto
wymyśla specjalne czwartkowe cupcakes?
-
Mamy zespół utalentowanych cukierników, którzy są dodatkowo niesłychanie kreatywni.
Czasami jest to pomysł Julie, czasem kogoś innego. Ale sam pomysł to jedno -
wykonać projekt tak, aby można było taki cupcake upiec na większą skale - to
już inny temat....
Czy dostaliście kiedyś jakieś wyjątkowe zamówienie do zrealizowania?
- Mamy ich całą masę. Najciekawsze są chyba w wersji "prezent dla chłopaka". Wykonywaliśmy już loga klubów sportowych, cupcakes dla skate'a z deskorolkami i BMX'ami, ale też zestaw perkusji, gdzie każdy cupcake był innym elementem całej perkusji. Ślubne są zazwyczaj bardziej stonowane, chociaż raz na stole weselnym pojawiły się nasze słynne już niebieskie Cookie Monstery :)
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić Cupcake Cornera, z pewnością musicie to nadrobić. Nie mieszkacie w Krakowie? Marcin nie chciał zdradzić planów przyszłych lokalizacji, ale kto wie, może to będzie akurat wasze miasto?
Moje ulubione: orzechowa mufinka lub czekoladowa obsesja i herbata Suki jabłkowo-miętowa. Niebo w gębie!
Miłego wieczoru!
Em
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)


