czwartek, 18 lipca 2013

Starbucks, lubię cię!

Co sądzicie o kawiarniach sieciowych? Sama z chęcią wpadam do nich od czasu do czasu. Największym sentymentem darzę coffeeheaven, gdzie zaczęłam spotykać się z przyjaciółką tuż przed rozpoczęciem studiów i w ciągu ostatnich pięciu lat stało się to naszą małą tradycją. Odwołane zajęcia albo nudny wykład? Super, chodźmy na kawę! Teraz studia są już prawie skończone, a my wciąż tam wpadamy i każda z nas ma swoje ulubione napoje (tiger!). Kiedy jakiś czas temu obok otworzyli Starbucks, zaczęłyśmy odwiedzać także i to miejsce. Częściej, od kiedy w zeszłym roku moje kubki smakowe zapałały miłością do jesiennej apple crumble latte (o czym wspominałam TU). Całkiem niedawno przez jakiś czas można było zamówić z kolei potrójnie karmelowe frappuccino, które również było strzałem w dziesiątkę.

A potem wprowadzili nowość, czyli coś o nazwie Refresha. Sprzedawczyni poleciła, było w promocji, to wzięłam. I co tu dużo mówić, to było po prostu niedobre. Jakby kupić tani napój owocowy, dolać do niego wody, dorzucić dużo lodu i kilka malin. A, i jeszcze posłodzić. No i sprzedawać za dziesięć złotych. Tak to właśnie smakowało. Wyrzuciłam niedopite do kosza, trudno. Potem jednak na swoim facebookowym profilu Starbucks zaczął promować nowe pozycje w menu, więc napisałam to, co myślałam - niedobre, nie polecam.


www.facebook.com/StarbucksPolska


Wkrótce potem dostałam wiadomość od przedstawiciela Starbucks. Przykro im, że mi nie smakowało i będzie im miło zaprosić mnie wraz z osobą towarzyszącą na kawę. Wyczuwam podstęp, co jest? Tak się składa, że właśnie jestem w trakcie składania reklamacji w CCC i przez to zaczynam mieć wrogie nastawienie do wszelkich sieciówek, bo w końcu co dla nich znaczy jeden niezadowolony klient? Jak widać dla Starbucks znaczy.

Z zaproszenia żal było nie skorzystać, więc poszłam dziś ze wspomnianą wyżej przyjaciółką do kawiarni, gdzie powitał nas manager. Bardzo miły manager. Przeprowadził z nami krótką rozmowę proponując najlepsze pozycje w menu :) Ostatecznie zdecydowałyśmy się na frappuccino z syropem miętowym i sprawdzone już potrójnie karmelowe.

Manager (gdybym wcześniej pomyślała i zapytała o imię, byłoby łatwiej nie pisać o nim tak bezosobowo) sam przyniósł nam kawy, a następnie dwukrotnie upewnił się, czy nam smakują. Smakowały. Dziwnie tak czuć się osobą, której opinia naprawdę ma znaczenie. W końcu jestem tylko jednym klientem, prawda?

W ten oto sposób Starbucks stał się jedną z dwóch moich ulubionych kawowych sieciówek. Niestety, nie może być jedyną ulubioną. W Krakowie jest tylko w jednej galerii i nie ma w menu nic podobnego do mojego ulubionego tigera. Napisałabym, że dwie rzeczy mają bezkonkurencyjne - pyszną bitą śmietanę i zawsze miłą obsługę. Jednak w drugim przypadku konkurencja jest mocna - zaledwie dwa dni temu baristka z coffeeheaven specjalnie szukała zapalniczki, żebym mogła zapalić przyjaciółce urodzinową świeczkę wbitą w babeczkę :)

Tak czy inaczej, wciąż jestem zdziwiona reakcją na mój całkiem niewinny komentarz na facebooku. Oficjalnie stwierdzam więc: Starbucks, lubię cię!

Em

wtorek, 16 lipca 2013

Najpopularniejsze polskie blogi kosmetyczne (lipiec 2013)

KLIKNIJ, ŻEBY PRZEJŚĆ DO NAJNOWSZEJ EDYCJI RANKINGU 2015

Przed wami piąta edycja listy najpopularniejszych polskich blogów kosmetycznych.


PRZYPOMINAM! Pod uwagę wzięłam tylko blogi z blogspotu, ponieważ tylko na nich funkcjonuje obserwowanie. Wiadomo, że nie zawsze ilość obserwatorów przekłada się na rzeczywistą jakość i popularność bloga, jednak był to na razie najłatwiejszy sposób zrobienia takiej listy. Najbardziej miarodajne byłoby porównanie ilości wyświetleń, jednak tylko część osób je publikuje. Uwaga - nie jest to w żadnej mierze ranking najlepszych blogów, pamiętajcie o tym! Ot, tylko taka statystyczna ciekawostka :)

Na liście znalazły się blogi, na których w ciągu ostatniego miesiąca pojawił się merytoryczny wpis kosmetyczny, przynajmniej połowa z dziesięciu najnowszych wpisów dotyczy kosmetyków i przez trzy ostatnie miesiące częstotliwość pojawiania się nowych postów wyniosła średnio minimum jeden tygodniowo.

Jeśli znacie jakiś blog, który spełnia wszystkie warunki i ma ponad 700 obserwatorów, dajcie znać w komentarzach. Wezmę to pod uwagę przy aktualizowaniu danych.

(kolejność alfabetyczna)
1001pasji


(kolejność alfabetyczna)

Jeśli macie jakieś uwagi, propozycje, pomysły dotyczące wyglądu przyszłych rankingów, dajcie znać.

Powiem wam tylko, że zwłaszcza przy robieniu tej listy widać, jak wiele blogów kosmetycznych jest porzucanych. Trochę też "dzięki" temu ta lista się zmienia, ale tak czy inaczej szkoda.

Em

P.S. W rankingu przypadkowo nie został uwzględniony blog www.niemuzycznapieciolinia.pl, który znalazłby się w brązowej pięćdziesiątce.

piątek, 12 lipca 2013

5 powodów, dla których nie zmienię mojego fryzjera

Zacznijmy od tego, że nie lubię chodzić do fryzjera. Wiem, że dla niektórych to czysta przyjemność, ale nie dla mnie. Po prostu nie lubię i już. Niestety nie mam też w otoczeniu nikogo, kto umiałby podciąć mi końcówki zgodnie z moimi życzeniami, więc raz na jakiś czas rzeczywiście umawiam się na wizytę (z maksymalną częstotliwością co sześć miesięcy - wiem, źle). Tym razem do decyzji przekonał mnie tragiczny już stan końcówek (po 10 miesiącach to nic dziwnego) i to, że długość włosów zaczęła mi po prostu przeszkadzać.

przed
W grę wchodził tylko jeden salon i tylko jedna fryzjerka. Chodzę do niej od ośmiu lat i już dawno się nauczyłam, że skoki w bok nie kończą się dobrze.

1. Robi dokładnie to, o co się ją poprosi
Tak, wie ile to jest jeden centymetr. Z trzech nie robi się nagle dziesięć, a z siedmiu piętnaście. Ewentualnie zasugeruje, że przydałoby się trochę więcej, ale nic na siłę. Prosząc o lekkie wycieniowanie włosów nie wyjdziemy z kolei z fryzurą małpy na głowie.

2. Potrafi odwzorować fryzurę z gazety
Jako że od przedszkola mam długie włosy i ciężko tu o eksperymenty, opowiem tylko o jednym przypadku. Kilka lat temu zobaczyłam w gazecie zdjęcie jakiejś gwiazdy, która miała piękną grzywkę, naturalnie układającą się na bok w falę. Oczywiście zapragnęłam wyglądać tak samo. Fryzjerka powiedziała mi, że na moich włosach taka grzywka nie będzie się układać, chyba że codziennie będę ją prostować, podkręcać i lakierować. Oj tam, oczywiście postanowiłam zaryzykować. Grzywka wyszła identyczna jak na zdjęciu. Oczywiście nie układała się w ogóle i po tygodniu zaczęłam ją zapuszczać.

Wciąż nie jestem dobra w robieniu
zdjęć włosom, więc nie do końca to
widać, ale poszło ok. 7 cm :)
3. Nie muszę myć głowy w salonie
Powiedzcie, też tak macie, czy jestem jakimś dziwnym wyjątkiem? Nie lubię chodzić do fryzjera, to fakt, ale jeszcze bardziej nie lubię myć tam głowy. Zawsze więc robię to w domu, suszę włosy, na miejscu fryzjerka moczy mi je tylko wodą w sprayu i jest ok. Bez zdziwienia i kręcenia nosem :)

4. Nie muszę rozmawiać, jeśli nie mam na to ochoty
Wiem, że wiele osób uwielbia rozmawiać z fryzjerami, kosmetyczkami i lekarzami w trakcie wizyty. Ja czasem też, ale nie zawsze i moja fryzjerka bardzo szybko to łapie. Szkoda, że wszyscy ludzie na świecie nie mają takiej zdolności ;)

5. Jest (względnie) tanio
Pewnie w niektórych osiedlowych salonach biorą dwa razy mniej i prawdą jest, że cena za strzyżenie w ciągu ośmiu lat skoczyła z 18 na 40 zł, ale dla mnie wciąż jest jak najbardziej ok.

+ BONUS
Do napisania tej notki tak naprawdę zainspirowała mnie jednak jedna konkretna sytuacja. Kiedy szłam ostatnio podciąć włosy, udało mi się zabrać ze sobą też moją mamę. Nie była przekonana, ale jakoś ją namówiłam. Dwie godziny później obie wyszłyśmy z salonu z wielkimi uśmiechami na twarzach. Ona, bo dzięki świetnie dobranej farbie i fryzurze odmłodniała o kilka lat. Ja, bo dawno nie widziałam jej tak uśmiechniętej i zadowolonej ze swojego wyglądu.

Podcięcie moich końcówek - 40 zł
Farba + zupełnie nowa fryzura u mamy - 115 zł
Uśmiech na naszych twarzach - bezcenny :)

Z czystym sumieniem polecam wam więc moją ulubioną fryzjerkę, czyli Iwonę z salonu PaulaXHair na ul. Czystej w Krakowie. Cennik, kontakt i wszystko inne znajdziecie tu: http://www.paulaxhair.pl/

A wy czemu nie zmienicie swojego fryzjera? :)

Em

P.S. Ponownie podpięłam domenę, która ostatnio szwankowała. Dajcie znać, czy nie mieliście problemów z dostaniem się tutaj.

środa, 10 lipca 2013

Nowy ulubieniec, czyli Maybelline Color Whisper (swatche)

Często jest tak, że wchodzące na rynek nowości w ogóle nie przyciągają mojej uwagi. Inne chętnie bym wypróbowała, ale nie aż tak bardzo, żeby biegać za nimi po drogeriach. Z serią lekkich pomadek Maybelline Color Whisper było jednak inaczej, a to dlatego, że na każdym kroku widziałam ich fantastyczne recenzje i mnóstwo pytań, kiedy w końcu dotrą do Polski. Naturalnie jak tylko produkty te pojawiły się w Super-Pharm i to dodatkowo w promocji, musiałam skusić się na przynajmniej jeden odcień.


Zbliżało się lato i nabrałam ochoty na usta w odcieniach pomarańczu, więc ostatecznie wybrałam 440 Orange Attitude. Bardzo podobał mi się też 430 Coral Ambition, ale obawiałam się, że nie będzie dawał widocznego koloru. Nie pamiętam już dokładnie ceny, ale w promocji zapłaciłam ok. 17 zł. Widziałam, że w poszczególnych drogeriach ceny są bardzo zróżnicowane, więc przed zakupem zorientujcie się, gdzie jest najtaniej.

Odcień początkowo odrobinę mnie zawiódł, bo w sklepie i na swatchach w internecie wydawał mi się dużo bardziej brzoskwiniowy, podczas gdy na moich ustach jest to pomarańczowa czerwień. Bardzo szybko się jednak do niego przekonałam i z pewnością był to najczęściej używany przeze mnie produkt do ust w ostatnim miesiącu.

przed
po: Maybelline Color Whisper 440 Orange Attitude

Tak naprawdę zupełnie nie mam do czego się przyczepić w przypadku tej pomadki. Ma ładne, estetyczne opakowanie, aplikacja jest banalnie prosta, produkt nie robi smug, nie zbiera się w załamaniach, znika równomiernie. Typowo dla tego typu balsamo-pomadek jest półtransparentny i niezbyt trwały, ale jednocześnie nie wysusza ust, a wręcz je pielęgnuje, a dodatkowo zostawia lekki połysk.

Jestem zachwycona i mam ogromną ochotę na więcej odcieni! :)

Em

piątek, 5 lipca 2013

Żele Radox i szampony Timotei po 1,99 zł w Super-Pharm

Macie w pobliżu Super-Pharm, a w portfelu kartę lojalnościową tej drogerii? Jeśli tak, jest to wpis dla was. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w personalizowanych zwykle takich samych dla wszystkich kuponach jest coś rzeczywiście wartego uwagi. Już od jakiegoś czasu nawet nie zaglądałam na swoje konto, bo nie spodziewałam się tam czegokolwiek interesującego. Tym razem jednak warto. Większość osób otrzymała dwa ciekawe kupony: na zakup szamponu Timotei za 1,99 zł i żelu pod prysznic Radox za tę samą cenę.


Na zakupy wybrałam się wczoraj do krakowskiej Galerii Kazimierz i niestety szamponów już nie było, choć podobno w poniedziałek będzie dostawa. Wybrałam za to żel o zapachu lawendy i lilii wodnej.




Promocja trwa do środy 10 lipca, więc macie jeszcze kilka dni, żeby z niej skorzystać. Pamiętajcie, że nie musicie drukować kuponów. Wystarczy, że powiecie przy kasie z jakiej promocji chcecie skorzystać.

Em

środa, 3 lipca 2013

(zapowiedź) nowości essence jesień/zima 2013

Nowości, które pojawią się w szafach essence tuż po wakacjach.

błyszczyki w tubkach
6 nowych błyszczyko-balsamów w tubkach w odrobinę zmienionych opakowaniach. Smaki: strawberry cheesecake, apple pie, cherry brownie, mint drop, mango ice cream, berry cupcake.
strawberry cheesecake | apple pie | cherry brownie | mint drop | mango ice cream | berry cupcake

balsamy koloryzujące

dwa nowe odcienie błyszczyków stay with me

dwa nowe odcienie błyszczyków xxxl shine

zestawy mini błyszczyków

szminki

cienie metal glam

eyelinery crystal

cienie w kremie

nowy odcień cienia prasowanego

nowy tusz z serii get big! lashes

tusz lashes go wild


tusz lash mania reloaded

wodoodporny eyeliner stays no matter what

kredka jumbo I love smokey

kredki jumbo stays no matter what

nowy odcień kredki 2in1

nowy odcień kredki kajal

dwa nowe odcienie różu

róże w sztyfcie

podkład all about matt!

pędzel kabuki

pędzelek do eyelinera

lakiery

zestaw do żelowych paznokci
Wszystkie zdjęcia pochodzą z yvusbeauty.blogspot.com (kosmetikaddicted.blogspot.com)

Przejdźmy do rzeczy :) Najbardziej cieszę się chyba z piaskowych lakierów do paznokci. Byłam pewna, że essence w końcu je wprowadzi i nie pomyliłam się. W ogóle całkiem dużo rzeczy mi się podoba: kredki jumbonowe smaki błyszczyko-balsamówszminkicienie w kremie (oby nie były podobne do tych z limitowanej edycji fruity!), tusz do rzęs w tubce  róże w sztyfcie.

Zanim jednak będę miała okazję zobaczyć nowości na żywo, minie jeszcze sporo czasu, więc na razie nie nastawiam się na nic konkretnego. Będę za to śledzić uważnie pierwsze swatche na blogach :)

Em

piątek, 28 czerwca 2013

Mój pierwszy produkt Shiseido, czyli zakupy w Sephorze

Wysokopółkowe produkty? Mam ich zaledwie kilka i wszystkie należą do kolorówki. Nie odczuwam potrzeby kupowania kosmetyków do pielęgnacji w perfumeriach. W zupełności wystarcza mi oferta drogeryjnych sieciówek. Od czasu do czasu jestem jednak skłonna wydać na coś więcej pieniędzy i tak też było podczas mojej ostatniej wizyty w Sephorze.



Szczoteczka do mycia twarzy Shiseido kosztuje w cenie regularnej 109 zł, ale jeśli macie kartę stałego klienta, do 30 czerwca możecie skorzystać z promocji -20% na wszystko.

Zdecydowałam się na jej zakup, bo od miesięcy trafiałam na same bardzo pozytywne recenzje i pomyślałam, że rzeczywiście musi być w niej coś wyjątkowego. Kilka słów na temat szczoteczki możecie na przykład usłyszeć w tym filmiku callmeblondieee (od 12:30).


Użyłam jej już dwa razy, więc mogę podzielić się pierwszymi wrażeniami. Przede wszystkim jest naprawdę bardzo miękka w przeciwieństwie do szczoteczki z Rossmanna For Your Beauty, która nie nadawała się do codziennego stosowania. Mycie twarzy za pomocą produktu Shiseido to czysta przyjemność również dzięki masującym wypustkom. Skóra już po pierwszym użyciu była gładsza - może nie tak jak świeżo po peelingu, ale zdecydowanie czuć różnicę. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie i pomoże mi w codziennym, dokładnym oczyszczaniu skóry.


Przy okazji muszę pochwalić obsługę w krakowskiej Bonarce. Sprzedawczyni (z pięknym turkusowym eyelinerem na oczach [aktualizacja: okazało się, że czyta mojego bloga i sama pisze na xoiknowyoulovemexo ! :))]) była bardzo miła i pomocna, dorzuciła próbki i sama zaproponowała, że zrobi próbki męskich zapachów, którymi byłam zainteresowana. Wiem, że to drobiazg, ale zwróćcie uwagę na to, że fiolki wypełnione są po brzegi. Dzięki temu perfumy będzie można dokładnie przetestować przed zakupem. Niestety nie zawsze bywa tak miło, dlatego jakoś nie przepadam za wizytami w tej sieci, choć może teraz moje nastawienie trochę się zmieni.

O, cześć!

Czy zwykła (niezwykła?) szczoteczka do twarzy jest warta tylu pieniędzy? Jeszcze nie wiem, ale na razie zakupu nie żałuję. Kolejnym większym wydatkiem może okazać się zalotka. Pomożecie mi zdecydować, czy warto zainwestować w coś droższego?

Em