czwartek, 8 września 2011

Polecam + Swatches: Wycofywany produkt: Essence Multi Dimension nail polish

Jak wszyscy wiemy, Essence postanowiło wycofać całą serię lakierów Multi Dimension. Dla mnie jest to zła wiadomość, bo o wiele bardziej wolałam ją od Colour & Go. Wykupiłam więc znikające, interesujące mnie kolory i pokażę wam dziś ich swatche - może i wy jeszcze zdążycie upolować któryś z odcieni.

Przy okazji pamiętajcie, że od dziś do 21 września cała seria jest w promocji w Drogeriach Natura.


Do przedstawianie wam mam cztery odcienie:  
64 Trendsetter, 65 Midnight Rocker, 62 Must-Have i 59 Purple Diamond.
Lakiery mają po 8 ml i zostały wyprodukowane w Luksemburgu. Pierwotnie kosztowały 6,99 zł, teraz można je kupić taniej właśnie w Drogeriach Natura, a także w koszyczkach wyprzedażowych w Douglasie i niesieciowym drogeriach. Wszystkie lakiery dobrze kryją (na zdjęciach nałożone są dwie warstwy) i świetnie się rozprowadzają.


64 Trendsetter
Jest to bardzo ciekawy, ciemny, morski odcień. W zależności od światła i ilości nałożonych warstw może wpadać bardziej w niebieski lub zielony. Nie posiada drobinek.







65 Midnight Rocker

Piękny, głęboki, atramentowy odcień. Od razu się w nim zakochałam i z pewnością będzie często na moich paznokciach tej jesieni. Jest tak ciemny, że czasem może wyglądać nawet na czarny, jednak w dziennym świetle bardzo dobrze widać jego granatowe tony. Nie ma drobinek.



62 Must-Have

Zgadzam się z nazwą, dla mnie to absolutny "must-have". Ciemny szary z drobinkami, według mnie dość niespotykany odcień. W buteleczce wygląda niepozornie, ale na paznokciach pokazuje wszystkie swoje atuty. Kupujcie!




59 Purple Diamond
Brokatowy fiolet. Bardzo lubię tego typu lakiery na zimę. Kryje zaskakująco dobrze, zwłaszcza porównując go z lakierem Moonlight.










I jak, przekonałam was do zakupu któregoś z nich? A może macie na swoim blogu swatche innych odcieni? Piszcie!

Em

wtorek, 6 września 2011

Swatches: Essence Nowości 2011 (wrzesień)

I są! Kto by pomyślał, że i u nas nowości pojawią się na początku września? Ja na pewno nie. :) Wczoraj wybrałam się do Douglasa i udało mi się upolować wszystko co chciałam. Starałam się nie przesadzić, w końcu to nie limitowanka tylko nowości ze stałej oferty. Resztę mogę wypróbować kiedy indziej. :)



Na co wy najbardziej czekałyście? Ja oczywiście na pędzle. Mięciutkich pędzelków nigdy za dużo, prawda? ;)

pędzel do różu i pędzel do pudru
Pędzel do różu kosztuje 11,99 zł, a pędzel do pudru 12,99 zł. Wykonane są ze sztucznego włosia, równie miękkiego jak w innych pędzelkach Essence.


W porównaniu do pędzla z Moonlight, mają dłuższe rączki, ale też mniej włosia i są mniej zbite. Wypróbowałam je już z kilkoma kosmetykami i jestem zadowolona. Pędzlem do pudru świetnie pracuje się z nowym sypkim pudrem matującym (o którym napiszę więcej za chwilę). Ten do różu do różu mi nie pasuje, tak samo jak podobnie ścięty pędzel z Sephory. Najlepiej nakłada się nimi bronzer. Nawet ten bardzo ciemny i napigmentowany z Into The Wild łatwo rozetrzeć tak, by wyglądał naturalnie. Dobrze spisuje się też przy nakładaniu rozświetlacza na kości policzkowe.

sypki puder transparentny fix & matte!
Puder ma 15,5g, został wyprodukowany we Włoszech, jest ważny 18 miesięcy od otwarcia i kosztuje 14,99 zł.


Od razu zaznaczę, że nie mam cery tłustej. Nie używam też podkładu. Sypkie pudry stosuję pod koniec wykonywania makijażu, żeby utrwalić korektor i zapobiec świeceniu się twarzy w ciągu dnia (co zdarza mi się w lecie). Niestety mam go dopiero od wczorajszego wieczora, więc nie przetestowałam jeszcze dokładnie. Świetnie nakłada się go nowym pędzlem do pudru. Jest na twarzy niewidoczny i zostawia mat, który jednak nie jest płaski i sztuczny. Podoba mi się opakowanie, jednak trzeba z nim uważać. Przy zakupie dziurki w wieczku zaklejone są folią. Zdjęłam ją, lekko potrząsnęłam, otworzyłam wieczko i... buh! Obłok pudru wzbił się w powietrze. Najlepiej więc obchodzić się z nim bardzo delikatnie. Muszę wspomnieć też o dziwnym zapachu - nie jest on dla mnie nieprzyjemny i nie czuć go po nałożeniu na twarz, ale możliwe, że niektórym będzie przeszkadzać.

cienie w kremie Stay All Day
 Cienie dostępne są w sześciu odcieniach, mają 5,5g, zostały wyprodukowane w Niemczech, są ważne 12 miesięcy od otwarcia i kosztują 11,99 zł.

Kupiłam tylko dwa odcienie, mimo że miałam ochotę na wszystkie. Najlepiej sprawują się nie samodzielnie, ale jako baza pod inne cienie. Potrzebowałam takiego srebra, bo mam w głowie wieczorowy srebrny makijaż, jednak żadne cienie nie dały na razie takiego efektu. Srebro nałożone na Stars & Stories aż razi w oczy. ;) Z kolei Rock Chic to dobra baza pod szybki, ciemny makijaż. Cienie dobrze się na niego nakładają (choć z cieniowaniem może być już gorzej). Wczoraj nałożyłam go na powiekę, na to srebrno-szary cień i w zewnętrznym kąciku czarny mat. Wszystko zajęło mi parę minut, a wyszedł makijaż sprawiający wrażenie pracochłonnego. Na pewno będę się jeszcze nimi bawić, żeby znaleźć więcej tak dobrych połączeń. Żałuję, że nie ma w serii żywszych kolorów. I jeszcze jedno: nakładać trzeba je palcem, pędzelki do niczego się tu nie przydadzą.

tusz do rzęs I Love Extreme
 Tusz ma 12 ml, został wyprodukowany we Włoszech, jest ważny 6 miesięcy od otwarcia i kosztuje 11,99 zł.

Cóż mogę powiedzieć, wszystko w nim jest ogromne! Porównałam go z tuszem Multi Action Smokey Eyes i wyraźnie widać jak ogromne jest opakowanie. No i ta szczoteczka! Można się jej przestraszyć przy pierwszym kontakcie. Zdecydowanie trzeba nauczyć się go używać. Inaczej bardzo łatwo będzie skleić sobie rzęsy i odbić tusz na górnej powiece (niestety zrobiłam to i to, co widać na zdjęciach, ale będę ćwiczyć!). To tusz, którym możemy uzyskać prawdziwy teatralny efekt jeśli trochę się napracujemy. Na poniższych zdjęciach macie tego nieudolną próbkę (ucinam w ten sposób zdjęcia, żeby nie przerażać was moimi żyłkami w oczach, z którymi walczę od dawna). Niestety chcąc dodać kolejną warstwę posklejałam rzęsy tak, że aż wstyd było pokazywać.

kredki do oczu Long Lasting
 Do oferty weszły dwa nowe odcienie. Kredki mają 0,28g, zostały wyprodukowane w Niemczech, są ważne 36 miesięcy od otwarcia i kosztują 6,99 zł.

Pierwsze co przyszło mi do głowy: idealne kolory na jesień! Remember Amber to ciepły, matowy pomarańcz, a Think Khaki! - perłowa zgniła zieleń. To kolejne moje kredki Long Lasting (mam jeszcze cztery inne) i sprawują się tak samo dobrze, jak starsze odcienie. Łatwo je rozprowadzić, nie ścierają się i są długotrwałe. Na pewno będę ich często używać w jesiennych makijażach. (przepraszam za odbity tusz!)


Chętnie dowiem się od was co sądzicie o nowościach i na co się czaicie. Ja najbardziej zadowolona jestem chyba z tuszu do rzęs, ale tak naprawdę wyjątkowo trafiłam z każdym zakupem.

Em

poniedziałek, 5 września 2011

Nowość: Ziaja, ULGA dla skóry wrażliwej

Dziś znalazłam informację o nowej serii Ziai, którą pewnie niedługo będziemy mogli zobaczyć w sklepach. Seria nazywa się Ulga i jest przeznaczona do skóry wrażliwej. Bardzo mnie to ucieszyło, bo moja cera ma skłonność do podrażnień, zwłaszcza przy kontakcie z wodą, a Ziaja jest moją ulubioną polską firmą produkującą kosmetyki do pielęgnacji.

W skład linii wchodzą:

płyn micelarny
bez barwników, parabenów i alkoholu

kremowy olejek myjący do twarzy i ciała
bez mydła, barwników, SLS

kremowy żel myjący do twarzy i ciała
bez barwników, mydła, parabenów, SLS

peeling enzymatyczny
bez barwników, silikonów, olejów mineralnych
 
krem łagodzący na dzień redukujący podrażnienia SPF 20
bez barwników, silikonów, olejów mineralnych

krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne SPF 20
bez barwników, silikonów, olejów mineralnych

krem ujędrniający na noc redukujący podrażnienia
bez barwników, silikonów, olejów mineralnych
 
krem regenerujący na noc wzmacniający naczynka krwionośne
bez barwników, silikonów, olejów mineralnych

Ja na pewno wypróbuję przynajmniej część produktów: płyn micelarny, olejek myjący i kremy wzmacniające naczynka krwionośne.

A jak wam podoba się seria? Będziecie jej szukać w sklepach?

Em

niedziela, 4 września 2011

Nie polecam: Wycofywany produkt: Essence Matt Top Coat

Wczoraj pisałam wam o świetnym lakierze Can't Cheat On Me, więc żeby nie było za słodko, dziś z kolei kilka słów o wycofywanym produkcie Essence, którego nie polecam.

Matt Top Coat

Pamiętacie, jaki rok temu był szał na wszelkiego rodzaju produkty matujące lakier na paznokciach? Mnie też podobał się ten efekt, więc jak tylko we wrześniu Essence wprowadziło matowy top coat, od razu go kupiłam. I cóż, przez ten rok użyłam go prawdopodobnie jakieś trzy razy. Niestety nie spełnił moich oczekiwań.

Jeśli chodzi o samo matowienie - zamiast matu dostajemy efekt satyny, który z każdą godziną/dniem staje się coraz bardziej błyszczący. Poza tym top coat ten sprawia, że lakier staje się mniej trwały i szybciej zaczyna odpryskiwać, co w moim przypadku jest już dramatem - z tym produktem ciężko jest mi utrzymać paznokcie w dobrym stanie choćby przez 24h. Czytałam, że u wielu osób przyspiesza schnięcie, jednak u mnie wręcz przeciwnie - na paznokciu tworzy się gumowata warstwa i nie można nawet nałożyć wysuszacza, żeby nie nabłyszczyć lakieru. Dodatkowo ładny efekt możemy osiągnąć tylko na wybranych kolorach, bo na wielu bardzo uwidacznia smugi i nie wygląda to estetycznie.

Z tego co się orientuję, produkt ten ma równie wielu fanów jak i przeciwników. Dla mnie okazał się zbędnym gadżetem - efekt końcowy nie jest warty całej zabawy.

Używaliście tego produktu? Planujecie kupić go na wyprzedaży?

Em

sobota, 3 września 2011

Polecam + Swatches: Wycofywany produkt: Essence Colour & Go 57 Can't Cheat On Me nail polish

Postanowiłam zrobić mini-serię notek dotyczących wycofywanych produktów Essence, które według mnie warto (lub nie) kupić, zanim na dobre znikną. Pełna lista tego, czego już niedługo nie znajdziemy w szafach znajduje się TU.

Jeśli ktoś jeszcze nie widział mojej wczorajsze notki z zapowiedzią fantastycznej limitowanki Vampire's Love, koniecznie musi to nadrobić TU. :)

Dziś pokażę wam bardzo lubiany przeze mnie lakier Colour & Go 57 Can't Cheat On Me.
Jakoś nigdy nie przekonywała mnie ta seria (mam tylko dwa odcienie), zdecydowanie bardziej lubiłam Multi Dimension. Jednak kiedy wśród marcowych nowości zobaczyłam ten lakier, od razu go kupiłam. Niestety na zdjęciach nie udało mi się uchwycić lekko holograficznego efektu, jaki daje w słońcu, ale zapewniam was, że wygląda to świetnie. Sam lakier rozprowadza się dość dobrze, ale jest rzadki, dlatego dobrze jest nałożyć przynajmniej dwie warstwy (przy krótkich paznokciach) lub trzy (przy dłuższych). Szybko zasycha. Wiele osób narzeka na trwałość C&G, ja nie mogę się w tym temacie wypowiedzieć, ponieważ na moich paznokciach mało który lakier wytrzymuje chociaż trzy dni. Warto zwrócić na niego uwagę, zwłaszcza jeśli znajdzie się w koszyczku wyprzedażowym po 3,99 zł.

Bardzo lubię łączyć go z topperem 03 Hello Holo.

Razem tworzą zwalającą z nóg imprezową mieszankę. O ile w świetle dziennym efekt ten może wydawać się przesadzony, o tyle wieczorem paznokcie wyglądają świetnie zwracając na siebie uwagę wielu osób i mogą nawet zastąpić nam resztę biżuterii. Holograficzny topper mieni się na różne kolory.

Bardzo lubię to połączenie i sam lakier Can't Cheat On Me. Zdecydowanie jest warty uwagi i sama zastanawiam się, czy nie kupić jednej sztuki na zapas.

A jak wam się podoba? :)

Em

piątek, 2 września 2011

Zapowiedź: Essence Vampire's Love LE

I jest! Kolejna limitowanka inspirowana Zmierzchem. Breaking Dawn - Part 1 wchodzi do kin w listopadzie i w tym właśnie okresie możemy spodziewać się (oczywiście nie w Polsce, któż to wie kiedy ona będzie w Polsce) limitowanki Vampire's Love. Jestem przekonana, że wielu z was tematyka wampirów przejadła się dawno temu, jednak ta limitowanka jest cudowna! Chcę wszystko wszystko wszystko (jak zwykle :D).

Eyeshadow palette 01 Love At First Bite

Volume lash powder 01 Eye Need You

Lipstain 01 Bloody Mary, 02 True Love
  
Blush gelée 01 Bloody Mary

Shimmer powder 01 Lil' Vampire

Nail polish 01 Gold Old Buffy, 02 Into The Dark, 03 True Love, 
04 The Dawn Is Broken, 05 Hunt Me If You Can

Eau de toilette


Tym razem naprawdę chcę wszystko. Cudowna edycja limitowana! Dwa odcienie lipstainów! Róż w żelu!

Czy wam też podoba się tak jak mi? :)

Em

czwartek, 1 września 2011

Wydarzenie: Axe Excite Vip Party

11 sierpnia w jednym z warszawskich klubów odbyła się impreza promująca nowy zapach Axe - Excite. Kilkust gości wraz z gwiazdami bawiło się wśród aniołków (jeśli chcecie wiedzieć, skąd cały ten pomysł, zobaczcie spot reklamowy TU). Miałam akurat parę wolnych dni, więc postanowiłam przyjechać pozwiedzać trochę Warszawę i wziąć udział w tym wydarzeniu.


Imprezę poprowadził Wojciech Łozowski (wokalista Afromental), a na scenie wystąpili: Cool Kids of Death, Gooral i Matt Kovalsky. Pojawiła się także gwiazda międzynarodowego spotu reklamowego Axe - Magdalena Klebańska. Na żywo jest jeszcze piękniejsza, a ja nie mogłam oderwać oczu od jej włosów, które lśniły i były idealnie ułożone. :)

W środku odbywały się koncerty, rozdawano drinki i przekąski, za to na zewnątrz przy fontannie rozłożono kanapy i fotele, na których można było się zrelaksować. Większość gości zdecydowanie wolała przebywać na świeżym powietrzu, dlatego też pod sceną czasem znajdowało się tylko parę osób. Zastanawiałam się, czy artyści nie woleliby grać dla publiczności, która byłaby nimi bardziej zainteresowana, ale pewnie tak to zazwyczaj wygląda na tego typu imprezach branżowych. ;)

Jeśli chodzi o gwiazdy, to podobno pojawili się między innymi: Maciej Dowbor, Radosław Cieszyński, Radosław Majdan, Tomasz Iwan, Michael Moritz, Madox, Piotr Gąsowski, Żora Korolyov i Vito Casetti. Piszę "podobno", bo mi udało się wyłapać wzrokiem tylko kilkoro z nich, ale też niezbyt dokładnie szukałam, zajęta własną zabawą. ;) Wyjątkiem jest Radosław Majdan, koło którego siedziałam dłuższą chwilę, zanim zorientowałam się - po tatuażu na ręce - że to on. Nie wiem o co chodzi, ale na żywo wygląda zupełnie inaczej.

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to bawiłam się bardzo dobrze (ale o to w dużej mierze zadbała też moja osoba towarzysząca ;) ). Bardzo podobał mi się biały wystrój imprezy, latające wszędzie piórka i długonogie aniołki przechadzające się między gośćmi. Na zewnątrz rozłożonych było kilka hamaków,  na których spędziłam sporo czasu  leżąc i patrząc w gwiazdy. :) Świetnym pomysłem okazała się "budka" fotograficzna, do której można było wejść i zrobić sobie zdjęcia z aniołkami lub bez. Cztery ujęcia robione z kilkusekundowym odstępem wywoływały się od razu, dzięki czemu do domu wracało się ze świetną pamiątkę z imprezy. Drinków do wyboru było niewiele, ale mi udało się znaleźć coś dla siebie. Podobały mi się też lodówki wypełnione od góry do dołu piwem. Fajnie byłoby mieć coś takiego na domówce. ;)  Jeśli chodzi o minusy, to brakowało mi parkietu do tańczenia i wydaje mi się, że nagłośnienie trochę nawalało.

Przy wychodzeniu z imprezy każdy gość otrzymał torebkę z bohaterem tego wieczoru - Axe Excite. 

Zapach powstał w atelier Ann Gottlieb, kreatorki perfum takich marek jak Christian Dior i Elisabeth Arden. Jest to połączenie słodko-orientalnych nut z intrygującymi przyprawami. "Mieszanka stanowiąca pokusę dla najbardziej subtelnej i nieugiętej dziewczyny." ;) Ja określiłabym go jako męsko-słodki. Z pewnością nie jest typowy, ale mi się podoba.

A co wy myślicie o takich imprezach? Jak podobał wam się wystrój i same aniołki? :)

Em