czwartek, 14 marca 2013

Luty w dziesięciu punktach



Pobijam rekordy w dodawaniu notek po terminie, ale to nic. W ostatnich miesiącach odkryłam coś zupełnie nowego - lubię być zajęta. Oczywiście wiąże się to na przykład z kompletnym brakiem czasu na prowadzenie bloga, ale mimo wszystko nie narzekam na dni wypełnione w kalendarzu od rana do wieczora. Coś w tym jest, że im więcej mamy obowiązków, tym łatwiej jakoś to wszystko ogarnąć :) Przejdźmy jednak do bardzo spóźnionego podsumowania lutego.


1. Najważniejszy wpis
Bez wątpienia był to ranking najpopularniejszych polskich blogów kosmetycznych na blogspocie - KLIK.




2. Przeczytane książki
 
Tylko dwie, ale za to jakie! W ostatnie wakacje w ręce wpadła mi pierwsza część, czyli Księżniczka z lodu. Książka spodobała mi się tak bardzo, że podczas jesiennych Targów Książki kupiłam trzy kolejne. W lutym pochłonęłam dwie z nich i obie oceniłam bardzo dobrze - 5/6. Świetne kryminały, do których na pewno będę jeszcze wracać.

3. Obejrzane filmy
  
Filmowo udany miesiąc, bo aż trzy razy udało mi się odwiedzić kino i trafiłam na same dobre filmy. Każdy z nich jest z kompletnie innej bajki, ale wszystkie oceniłam tak samo - 8/10. Poradnik pozytywnego myślenia zawiódł mnie odrobinę, ale i tak był bardzo dobrym filmem i uważam, że Jennifer Lawrence całkowicie zasłużyła na Oscara. Mimo wszystko Operacja Argo była jednak lepsza. Zwykle nie chodzę na polskie produkcje do kina, ale dla Drogówki zrobiłam wyjątek i było warto, choć z pewnością nie jest to dobry wybór, kiedy mamy zły dzień, bo film potrafi przygnębić. Najlepiej od razu potem iść spać, żeby rano obudzić się z nowymi pokładami pozytywnego myślenia. Lot również był dobry, wciągający i zawiodłam się tylko na tym, że bardzo szybko przewidziałam zakończenie. Teraz niestety wśród kinowych premier nie ma nic interesującego, ale w przyszłym tygodniu wybieram się na wysoko oceniane Polowanie.

4. Powód do dumy
Oczywiście pozytywnie zakończona sesja, a jak! :) (mam tylko nadzieję, że już jedna z ostatnich w moim życiu)

5. Najlepszy zakup
O interesie życia, jaki zrobiłam w zeszłym miesiącu, pojawił się na blogu osobny wpis, więc sami zobaczcie - KLIK.

6. Podróże
Wreszcie mogę tu coś napisać! Dwa razy udało mi się wyjechać na narty - do Kluszkowców (pisałam o tym wyjeździe w notce Niezbędnik narciarza) i Spytkowic. Niestety to już koniec na ten sezon, ale to nic, bo mimo wszystko bardziej nie mogę się doczekać jazdy na rolkach :)

7. Ulubione jedzenie
Sama nie wiem, co tu wpisać w tym miesiącu. W trakcie egzaminów jadłam wszystko, co wpadło mi w rękę (jak dobrze, że sesja nie trwa dłużej, szok po wejściu na wagę gwarantowany!), a potem ze względu na niewielką ilość czasu cokolwiek było pod ręką (tak dla odmiany). W ten weekend mam jednak zamiar wybrać się wreszcie na coś dobrego do jednej z moich ulubionych krakowskich restauracji.

8. Najczęściej słuchana piosenka
W lutym złapałam fazę na francuskie musicale, więc w kółko leciały pełne ścieżki dźwiękowe z Le Roi Soleil, Romeo et Juliette i Notre Dame de Paris. Bardzo chciałabym kiedyś zobaczyć coś takiego na żywo.

9. Ulubione produkty kosmetyczne
Ulubieńców znajdziecie w notce o moim codziennym makijażu. Muszę też wspomnieć o produkcie, którego używam od lat i którego kolejne opakowanie otworzyłam w lutym.
Masła Joanna Naturia należą do moich ulubionych, rozpisałam się kiedyś o nich w osobnej notce TU. Moje ulubione to właśnie kawowe, uwielbiam czuć ten zapach na swojej skórze.

10. Najlepsze momenty lutego
Wyjście z ostatniego egzaminu i pierwszy w tym roku zjazd na nartach.

Wrzucę wam jeszcze zdjęcie pięknych tulipanów, które dostałam zupełnie bez okazji i które poprawiają mi dziś humor za każdym razem, kiedy na nie zerknę :)


Em

sobota, 9 marca 2013

(swatche) Catrice nowości wiosna/lato 2013

Zapraszam na zdjęcia i opisy nowości Catrice na sezon wiosna/lato 2013.




BB Allround Foundation Multi-Benefit Make Up

Pielęgnacja skóry oraz makijaż w jednym produkcie. Wielofunkcyjny krem BB 6w1 zapewnia nieskazitelną cerę, utrzymuje prawidłowy poziom nawilżenia skóry oraz redukuje efekt świecenia. Zmniejsza pory, chroni przed promieniami UV (SPF 30). Rozświetla skórę dodając jej naturalnego blasku. Średnio kryjący, maskuje drobne niedoskonałości cery. Nawilża i chroni dzięki zawartości olejku migdałowego. Jest dostępny w czterech odcieniach: 010 Light Beige, 020 Rosy Beige, 030 Nude Beige, 040 Warm Beige. Ma 30 ml, został wyprodukowany we Włoszech, jest ważny 12 miesięcy od otwarcia i kosztuje 24,99 zł.


Catrice 010 Light Beige | Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla | Rimmel Gel Match Perfection 100 Ivory
Mam wrażenie, że to jedna z najbardziej wyczekiwanych tegorocznych nowości, dlatego opiszę ją jako pierwszą. Miałam szczęście, że trafił do mnie najjaśniejszy odcień 010 Light Beige, dobrze dopasowany do koloru mojej skóry, bo dzięki temu mogłam go całkiem nieźle przetestować. Na wstępie zaznaczę, że nie miałam styczności z podkładem Infinite Matt, więc nie mogę ich do siebie porównać. Ale przejdźmy do rzeczy. Po dwóch tygodniach noszenia na twarzy tego kremu BB mogę stwierdzić, że jest to całkiem dobry produkt, na który z pewnością warto zwrócić uwagę, jednak wszystkich obietnic producenta nie spełnia. Nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża, więc absolutnie nie można zapomnieć o nałożeniu wcześniej kremu nawilżającego. Krem BB zachowuje się bowiem wtedy jak typowy podkład i podkreśla każdą suchą skórkę. Do aplikacji najlepiej używać dłoni, dzięki nim produkt ładnie stapia się ze skórą i nadaje jej świeży wygląd bez efektu matowej maski. Na początku trochę się rolował, jednak potem poznałam go lepiej i nie sprawiał mi już takich problemów. Krycie jest średnie, ale z pewnością na poziomie podkładu, a nie kremu tonującego. Myślę, że nie będzie wydajny ze względu na swoją gęstą konsystencję. Jest trwały, na mojej twarzy wytrzymuje cały dzień, choć oczywiście wieczorem nie jest już w stanie idealnym. Podoba mi się to, że ma w sobie filtr, zawsze to jakaś dodatkowa ochrona. Produkt oceniam dość dobrze, ideałem nie jest, ale myślę, że znajdzie swoich wiernych fanów.

Absolute Eye Colour Mono

Doskonały kolor, doskonała trwałość i doskonałe krycie. Dostępny w 27 odcieniach: 070 Mr. Copper's Fields, 080 Go, Charlie Brown!, 090 Bring Me Frosted Cake, 140 The Captain Of The Black Pearl, 340 Ooops... Nude Did It Again!, 350 Starlight Expresso, 370 Don't Lie, Lac!, 400 My First Copperware Party, 410 C'mon Chameleon!, 420 Talk Like An Egyptian, 430 Luke SkyStalker, 440 Ice Wide Open, 450 Oh, It's Toffeeful!, 470 Golden Evergreen, 530 Pearl Mac Cartney, 540 Rose Marie's Baby, 550 Saw It On Blue Tube, 560 I Like To Mauve It, 570 Plum Up The Jam, 580 Carrots Of The Carribean, 590 Dorian's Grey, 600 Blackwood Forrest, 610 Mint Of Change, 620 Inglorious Mustards, 630 Fancy A Coppa Tea?, 640 Don't Touch My Mosserati!, 650 Petrol Shop Boys. Ma 2g, został wyprodukowany w Polsce, jest ważny 24 miesiące od otwarcia i kosztuje 11,99 zł.


O pojedynczych cieniach Catrice pisałam już nieraz. Mam ich kilka i uważam, że są naprawdę dobrej jakości. Podobnie jest z nowym odcieniem, którego świetna skądinąd nazwa Inglorious Mustards średnio do niego pasuje. Jest to po prostu mocno żółte złoto, ładne, jednak zwykle sięgam po trochę chłodniejsze odcienie tego koloru.

Lashes To Kill False Lashes Volume Mascara

Tusz zawiera czarne pigmenty oraz mini nylonowe włókienka, które wydłużają rzęsy i nadają im naturalną objętość. Ma 10 ml, został wyprodukowany we Włoszech, jest ważny 6 miesięcy od otwarcia i kosztuje 16,99 zł.


Swatch robiony na oku z wiecznie poplątanymi rzęsami przy zewnętrznym kąciku,
drugie było niestety zajęte
Bardzo fajny tusz. Ma swoje wady, takie jak zbyt duża ilość produktu nabierana na szczoteczkę, a ogarnięcie jego aplikacji zajmuje kilka dni, ale ostatecznie można uzyskać ładny efekt pogrubienia i wydłużenia. Nie osypuje się, łatwo go usunąć płynem micelarnym. Nie jest co prawda jeszcze w mojej trójce najlepszych produktów tego typu, ale kto wie, może jeśli poużywam go trochę dłużej...

Ultimate Colour
Nadaje ustom naturalny blask i intensywny kolor. Kremowa, trwała formuła pielęgnuje usta nie wysuszając ich. Mocno kryjące, półmatowe wykończenie makijażu. Dostępna w 16 odcieniach: 010 Be Natural!, 020 Maroon 020, 030 Ginger & Fred, 050 Princess Peach, 060 Oh Juicy!, 080 My Red Card, 110 Pink Me Up!, 130 Frozen Rose, 140 Pinker-bell, 190 The Nuder The Better, 210 Pinkadilly Circus, 220 Step Red Up, 230 Glamourize Me, 240 Hey Nude..., 250 Matt About Pink, 260 It's A Matt World. Ma 3,8g, została wyprodukowana we Włoszech, jest ważna 36 miesięcy od otwarcia i kosztuje 16,99 zł.


Aparat zjadł kolor na zdjęciu na ustach, szminką można osiągnąć bardziej wyrazisty efekt
Najlepsze zostawiłam na koniec. Mogę chyba powiedzieć, że ten produkt spodobał mi się ze wszystkich nowości najbardziej. Słyszałam wiele dobrego o szminkach Catrice, ale poza jedną limitowaną jakoś nigdy nie miałam okazji ich przetestować. Teraz już wiem, że muszę to zmienić i przyjrzeć się większej ilości odcieni :) It's A Matt World to świetnie napigmentowana, matowa czerwień z pomarańczowymi tonami. Można wklepać ją w palcem i uzyskać delikatny efekt, albo postawić na mocne usta, idealne na wieczór. Nie podkreśla suchych skórek, prawie nie wysusza i jest dość trwała, choć po jedzeniu warto zadbać o poprawkę. Polecam.

Jak widać, w tym sezonie nowości Catrice okazały się bardziej udane niż te essence, ale to nie koniec testów, więc o kolejnych produktach będę was informować na bieżąco :)

Em

P.S. Produkty zostały mi przekazane do pokazania na blogu.

wtorek, 5 marca 2013

(swatche) essence nowości wiosna/lato 2013 cz. II

Zapraszam na drugą część wpisu o nowościach essence. Pierwszą znajdziecie TU.


all about matt! fixing compact powder

Ujednolica makijaż i matuje skórę na cały dzień. Został wyprodukowany w Polsce, ma 8g, jest ważny 24 miesiące od otwarcia i kosztuje 12,99 zł.



Jest to prasowana wersja nowego pudru all about matt!, zastępującego stary fix & matte! Z pewnością czasem taki prasowaniec jest bardziej poręczny, jednak ja mimo wszystko wolę sypkie pudry matujące. Jest dość twardy (co dla niektórych będzie wadą, a dla innych zaletą), dzięki czemu nie pyli przy nakładaniu. Podobno ma identyczny skład, co poprzednia wersja. Na mojej suchej skórze sprawdza się dobrze, choć muszę poużywać go dłużej, żeby móc powiedzieć coś więcej.


I love punk jumbo eyeliner pen
Jest dostępny w jednym odcieniu 001 ultra black. Został wyprodukowany we Włoszech, ma 2,5g, jest ważny 6 miesięcy od otwarcia i kosztuje 10,99 zł.



essence STAYS no matter what waterproof eyepencil 01 midnight black
| essence I love punk jumbo eyeliner pen 001 ultra black
Niestety, według mnie ten produkt to kompletny niewypał. Zacznijmy od tego, że śmierdzi. Końcówka jest bardzo nieprecyzyjna, namalowana kreska jest nierówna i "rozlana" (wiecie, to samo dzieje się, jeśli narysujemy na wierzchu dłoni kreskę zwykłym pisakiem). Czerń wcale nie jest czarna, a na dodatek produkt sam w sobie jest dość nietrwały (na zdjęciach porównałam go z kredką STAYS no matter what, która po intensywnym tarciu wygląda o wiele lepiej). Dobrze sprawdza się z kolei do podbijania czerni innych kredek, czyli po prostu jako baza.


maximum length volume mascara
Zawiera czarne pigmenty oraz mini włókienka, które wydłużają rzęsy i nadają im naturalną objętość. Dzięki elastycznej szczoteczce, aplikacja tuszu jest bardzo łatwa. Został wyprodukowany w Niemczech, ma 8 ml, jest ważny 6 miesięcy od otwarcia i kosztuje 11,99 zł.

Początkowo obawiałam się tych włókien, bo miałam już niemiłe doświadczenia z tego typu tuszami. W tym przypadku jest ich chyba jednak stosunkowo niewiele, bo nic nie wchodzi w oczy, ani się nie osypuje. Tusz daje naturalny efekt, ładnie wydłuża rzęsy, ale pogrubienie jest niewielkie. Świetnie spisuje się do malowania dolnych rzęs, tego typu szczoteczki są idealne do krótszych włosków. Ja mimo wszystko wolę bardziej wyraźny efekt, ale tusz zużyję z przyjemnością, bo jest bardzo łatwy w użyciu i nie skleja rzęs.

Inne wpisy o tym produkcie: klik, klik

Kolejna notka będzie już dotyczyć marki Catrice, ale jeśli dokupię coś z nowości essence, z pewnością również pokażę to na blogu :) Miłego wieczoru!

Em

P.S. Produkty zostały mi przekazane do pokazania na blogu.

niedziela, 3 marca 2013

(swatche) essence nowości wiosna/lato 2013 cz. I

Zapraszam na pierwszą część wpisu o nowościach essence. Miłego oglądania!



stay matt lip cream

Intensywny efekt i długotrwały, matowy kolor. Słodki, waniliowy zapach. Jest dostępny w czterech odcieniach: 01 velvet rose, 02 smooth berry, 03 soft nude, 04 silky red. Został wyprodukowany w Polsce, ma 4 ml, jest ważny 6 miesięcy od otwarcia i kosztuje 8,99 zł.


Wibo Eliksir 06 | essence stay matt lip cream 01 velvet rose | essence lipstick 52 all about cupcake
Pierwszy produkt, na który się rzuciłam, kiedy tylko w ręce wpadły mi nowości essence. Byłam go ogromnie ciekawa! Lubię jasne róże na ustach, ten dodatkowo wpada w kolor łososiowy. Zgodnie z obietnicą producenta, ma wyczuwalny, waniliowy zapach - bardzo przyjemny. Aplikator jest standardowy, nabiera jednak trochę za dużo produktu.




Efekt? Fantastyczny! Niestety tylko do momentu, kiedy otworzę usta. Z góry zaznaczam, że moje są naturalnie dość ciemne, więc na innych produkt może spisywać się dużo lepiej. Ze względu na formułę, szminko-błyszczyk bardzo odznacza się na krawędzi ust (bardziej niż na zdjęciu). Wygląda to nienaturalnie i nieestetycznie, czego ogromnie żałuję, bo sam kolor jest piękny. Wysusza usta i jest nietrwały (po jedzeniu nie ma po nim prawie śladu). Zostawię go w swojej kolekcji i będę czasem stosować super cienką warstwą wklepaną palcem. Największe rozczarowanie tegorocznych nowości, ale myślę, że opinie na temat tego produktu będą bardzo rozbieżne.

Inne wpisy o tym produkcie: klik, klik, klik, klik, klik, klik


3D duo eyeshadow

Kryjące cienie o lekkiej teksturze nadają spojrzeniu satynowe, metaliczne bądź lśniące wykończenie. Dostępne w dziewięciu odcieniach: 01 irresistible green, 02 irresistible purr-ple, 03 irresistiblr first love, 04 irresistible caramel cream, 05 irresistible blue sky, 06 irresistible mermaid kiss, 07 irresistible smoky eye, 08 irresistible vanilla latte, 09 irresistible chocolates. Zostały wyprodukowane we Włoszech, mają 2,8g, są ważne 6 miesięcy od otwarcia i kosztują 11,99 zł.







Nigdy nie byłam przekonana do cieni essence, ale cieszę się, że miałam okazję wypróbować te z nowego asortymentu. Z góry zaznaczam, że jakość tego produktu nie jest warta swojej ceny. Jeśli miałabym wydać na coś 12 zł, z pewnością byłby to jeden cień Inglot, a nie ten duet. Paradoksalnie jednak polubiłam go, co mnie samą trochę dziwi.


Ciemniejszy cień to na skórze fiolet z niebieskimi drobinkami. Niestety jest grubo zmielony, przez co osypuje się przy nakładaniu. Jaśniejszy to srebrny fiolet o dość suchej formule. Nie są super napigmentowane, na powiekach dają delikatny efekt, który jednak bardzo mi się ostatnio spodobał. Jak wspomniałam wyżej, nie są warte swojej ceny, ale chętnie dołączę je do mojego zbioru kosmetycznego.

Inne wpisy o tym produkcie: klik, klik, klik, klik, klik, klik


STAYS no matter what waterproof eyepencil

Trwałość do 16 godzin, kremowa formuła i intensywna, nierozmazująca się kreska. Odporna na wysokie temperatury (do 40 stopni C). Dostępna w trzech odcieniach: 01 midnight black, 02 stunning brown, 03 smokey grey. Została wyprodukowana w Niemczech, ma 1,5g, jest ważna 36 miesięcy od otwarcia i kosztuje 6,49 zł.
Zdecydowanie mój faworyt spośród nowości! Kredka nie jest za miękka, ani za twarda, daje mocno czarny kolor, a przede wszystkim jest bardzo trwała i nie rozmazuje się. Niestety nie można jej rozcierać, bo jak widzicie na zdjęciu, roluje się wtedy i kruszy. Na swatchach w internecie widziałam, że brąz jest dla mnie za ciepły, ale chyba dokupię sobie szarą wersję. Polecam!

Inne wpisy o tym produkcie: klik, klik, klik, klik, klik

Kolejna porcja nowości essence oraz nowości Catrice już w przyszłym tygodniu. Udanego wieczoru!

Em

P.S. Produkty zostały mi przekazane do pokazania na blogu.