piątek, 20 września 2013

CATRICE KATALOG PRODUKTÓW jesień/zima 2013

Jeśli śledzicie mój blogowy profil na facebooku już wiecie, że wczoraj wpadłam do Warszawy na konferencję prasową dotyczącą jesienno-zimowych nowości essence i CATRICE. Mam sporo zdjęć i jeszcze więcej produktów do pokazania, dlatego w najbliższym czasie możecie spodziewać się dużej dawki wpisów spod szyldu marek cosnovy. Osoby niezainteresowane tematem zapraszam z powrotem za około tydzień! Przy okazji, żeby uniknąć nieporozumień: nikt mi za to nie płaci (a szkoda, to by dopiero była praca marzeń :) ), a ilość wpisów na temat e. i C. wynika z tego, że to moje ulubione marki. Po prostu.

Na początek postanowiłam wrzucić wam najnowszy katalog CATRICE z pełną ofertą tej marki. Kiedyś starałam się udostępniać je tu przy każdej zmianie asortymentu, jednak od roku nigdzie nie mogłam ich dostać. Katalogu essence nie będzie, ponieważ już od jakiegoś czasu nie jest on wydawany (a szkoda!).

Każde zdjęcie można powiększyć i jestem przekonana, że zebrane w jednym miejscu produkty wraz z cenami ułatwią wam podjęcie decyzji o tym, co kupić, albo przynajmniej na co zwrócić uwagę w drogerii :)





































Jeśli szczególnie was coś zaciekawiło i zastanawiacie się na zakupem, pytajcie śmiało. Wiele produktów udało mi się wczoraj zobaczyć, a część nowości znalazła się wśród materiałów prasowych, które zabrałam do domu, więc może będę mogła pomóc :)

Em

poniedziałek, 16 września 2013

Ranking PŁYNÓW MICELARNYCH

Pomysł na taki post tkwił w mojej głowie od wielu miesięcy i sama nie wiem, czemu tak długo zwlekałam z jego realizacją. W demakijażu oczu od paru lat królują u mnie płyny micelarne, których wypróbowałam już całkiem sporo. Jedne były lepsze, inne gorsze, ale ciężko tak naprawdę dobrze je porównać, dopóki nie stoją obok siebie. Ostatnio zorientowałam się, że uzbierało mi się już całkiem sporo zarówno kończących się, jak i prawie nowych produktów, więc wreszcie miałam okazję zrobić ich ranking.

Do testu stanęło siedem płynów micelarnych z różnych półek cenowych - od produktu z Biedronki poprzez te drogeryjne, kończąc na aptecznym Vichy. Najpierw napiszę kilka słów o każdym z nich, a następnie wystawię im ocenę i będziecie mogli zobaczyć, który według mnie jakościowo i cenowo wypada najlepiej. Zaznaczę też, że oceniam głównie to, jak sprawdzają się przy demakijażu oczu. Te słabsze oczywiście wykorzystuję później do zmywania makijażu z twarzy i tu większość z nich radzi sobie dobrze.

Vichy, ok. 30 zł/200 ml. Skusiłam się na niego, kiedy był w dużej promocji i bardzo się z tego cieszę, bo inaczej pewnie bym po niego nie sięgnęła. Ma piękny zapach i idealnie radzi sobie nawet z mocnym makijażem.

Lirene, 14,99 zł/200 ml. Przerost formy nad treścią. Płyn zawiera w sobie "tańczące drobinki", które nie robią nic poza rozmazywaniem się na twarzy. W ogóle nie radzi sobie z makijażem oczu.

Perfecta, 12,99 zł/200 ml. Kilka lat temu byłam zachwycona jednym z płynów micelarnych tej marki, dlatego z chęcią sięgnęłam po nie ponownie. Niestety albo trafiłam na inną wersję, albo został zmieniony skład, bo choć produkt w miarę radzi sobie z makijażem, przy okazji szczypie w oczy.

BeBeauty, 4,50 zł/200 ml. Słyszałam o nim tak dużo, że aż nie chciało mi się go próbować ;) Będąc na wyjeździe zorientowałam się jednak, że nie mam nic do demakijażu, więc skoczyłam do Biedronki i wyszłam właśnie z tym płynem. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem, ładnie pachnie i ma cenę nie do pobicia.

Tołpa, 37,99 zł/400 ml. To podobno ten sam płyn, co biedronkowy. Ja nie jestem do tego przekonana, bo zarówno skład jak i dzianie delikatnie się różnią - o dziwo na korzyść tańszego. Z makijażem radzą sobie podobnie, jednak temu z Tołpy zdarzyło się podrażnić mi oczy. Bardzo żałuję zakupu takiej wielkiej butli!

Ziaja, 8,69 zł/200 ml. Kiepsko radzi sobie z makijażem oczu, nawet z samym tuszem, więc nadaje się tylko do demakijażu twarzy. Nie ma zapachu, jest tani, ale nie wrócę do niego.

Bourjois, 13,99 zł/250 ml. Po przyłożeniu do powieki płatka nasączonego tym płynem makijaż dosłownie się rozpływa. Fantastycznie sprawdza się zwłaszcza przy trudnych do zmycia produktach. Ma delikatny, przyjemny zapach.

NAZWA | JAKOŚĆ | CENA | RAZEM
Be Beauty | 5/7 | 7/7 | 12
Bourjois | 6,5/7 | 5/7 | 11,5
Ziaja | 2/7 | 6/7 | 8
Vichy | 6,5/7 | 1/7 | 7,5
Perfecta | 3/7 | 4/7 | 7
Tołpa | 4/7 | 2/7 | 6
Lirene | 1/7 | 3/7 | 4

Każdy produkt mógł otrzymać maksymalnie 14 punktów - 7 za jakość i 7 za cenę. Z ceną było łatwo, jednak oceniając jakość nie mogłam zdecydować się na jeden najlepszy płyn, dlatego Bourjois i Vichy otrzymały po 6,5.

Dwaj zwycięzcy to taniutki i bardzo dobry płyn z Biedronki oraz trochę droższy, ale również lepiej radzący sobie z mocnym makijażem płyn Bourjois. Oba z całą pewnością są godne polecenia, a najlepiej mieć pod ręką jeden i drugi :)

Dajcie znać, co jest na pierwszym miejscu waszego rankingu płynów micelarnych! Na pewno w przyszłości będę chciała znów wypróbować coś nowego.

Em

P.S. Produkt Lirene został mi przekazany do przetestowania.

poniedziałek, 9 września 2013

Produkty, które zużyłam - część III

Bardzo dawno nie było tu takiego wpisu. Sama nie wiem czemu, ale zwykle nie ciągnie mnie do dodawania postów o zużytych produktach. Mam wrażenie, że jeśli już coś miało zostać opisane na blogu, to zostało opisane. Ostatnio jednak pojawia się tu mniej indywidualnych recenzji, więc zebrało się parę kosmetyków, które wykończyłam i o których chętnie napiszę kilka słów. Do kosza poleciały też niedawno opakowania po różnego rodzaju edycjach limitowanych żeli pod prysznic, balsamów do ciała i tak dalej, ale chyba nie ma sensu pisać o czymś, czego już dawno nie ma na sklepowych półkach.


Jeśli jesteście zainteresowani poprzednimi częściami tej serii, znajdziecie je tu - część I i część II.

Suchy szampon Isana (Rossmann, 10,59 zł) był u mnie już chyba rok, ale używałam go bardzo rzadko. Tak rzadko, że byłam bardzo zdziwiona, kiedy się skończył. To jeden z tańszych tego typu produktów dostępnych na rynku, ale mimo to raczej kiepsko wypada finansowo, skoro wystarczył tylko na kilkanaście użyć. Samo działanie było w porządku, ale będę chyba szukać czegoś lepszego. Raczej do niego nie wrócę.

Tonik Celia (ok. 7 zł) jest już co prawda dostępny w zmienionym opakowaniu, ale mam nadzieję, że skład pozostał ten sam. Jest to jeden z moich ulubieńców, odkryty pod koniec zeszłego roku. Jak wiecie, moim kosmetykiem wszech czasów jest tonik Uroda Melisa, ale ten produkt depcze mu po piętach. Świetnie radzi sobie z kojeniem skóry wysuszonej kontaktem z wodą. Na pewno do niego wrócę.

Olejek z drzewa herbacianego The Body Shop (TBS, ok. 20 zł) kupiłam, zużyłam i właściwie niewiele mam do powiedzenia na jego temat. Podobno działa antybakteryjnie i przyspiesza gojenie, dla mnie efekty były jednak zbyt mało widoczne. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze wypróbuję podobny produkt, ale już nie ten od TBS. Nie wrócę do niego.

Żel pod prysznic fenjal (Rossmann, 14,99 zł) to z pewnością jeden z moich ulubionych żeli pod prysznic, jakich kiedykolwiek używałam. Jakiś czas temu pojawił się na blogu osobny wpis na jego temat, jednak myślę, że warto jeszcze raz o nim wspomnieć. Produkt fantastycznie pachnie różami, ma gęstą, kremową konsystencję i nie wysusza skóry. Dużym minusem jest niestety cena, na szczęście dość często jest ona zmieniana na promocyjną. Na pewno do niego wrócę.

Mydło do rąk w piance Bath & Body Works (B&BW, 29 zł) to bardzo ładny i przyjemny w używaniu produkt, jednak jednocześnie piekielnie drogi i niewydajny. Tempo jego znikania byłoby jeszcze do przeżycia, gdyby nie zwalająca z nóg cena. Wiem, że podczas sezonowych wyprzedaży można niektóre wersje dostać za mniej niż dziesięć złotych i wtedy można je wypróbować. Przyznam jednak, że jeśli do Polski dotrą niektóre jesienno-zimowe zapachy, które są dostępne w USA, nie wiem co będzie. Być może do niego wrócę, ale tylko jeśli będzie w dużej promocji lub jakiś zapach kompletnie mnie oszołomi.

Całkiem przyjemnie tworzyło mi się ten post i postaram się od teraz częściej wrzucać podobne. Dajcie znać, czy zgadzacie się z moimi opiniami, czy może o którymś z produktów myślicie coś zupełnie innego.

Em

P.S. Tonik Celia dostałam podczas akcji "Najlepsze dla Polek" (w moim rankingu załapał się do pierwszej trójki!), a mydło w piance B&BW podczas otwarcia pierwszego sklepu.

czwartek, 5 września 2013

Ziaja Med 50+ tonujący i matujący - wysokie, stabilne filtry na każdą kieszeń

Najbardziej lubię wpisy takie jak ten - o produktach, które mogę z czystym sumieniem polecić wielu osobom. Kiedy w czerwcu pojawiły się zapowiedzi nowych filtrów od Ziai, od razu mnie zaciekawiły. Wysoka ochrona przeciwsłoneczna z dobrej jakości składnikami jest bardzo rzadko spotykana wśród marek kosmetycznych z niższej półki. A tu proszę - za kilkanaście złotych mamy stabilne, wysokie filtry, które dodatkowo dobrze współpracują z nakładanym na nie makijażem.

Filtry są dostępne w trzech wersjach: tonującej, matującej i przeciwzmarszczkowej, ja mam dwie pierwsze. Składy możecie zobaczyć w tym wpisie, gdzie oznaczyłam też poszczególne składniki odpowiedzialne za ochronę przeciwsłoneczną. Jeśli chodzi o cenę, to w zależności od sklepu wynosi ona 13-23 zł. Serię Ziaja Med można dostać w aptekach i sklepach firmowych. Swoją wersję matującą kupiłam na stoisku Ziaja w krakowskiej Bonarce za 17 zł.

lekko roztarty filtr tonujący
Wersja tonująca ma o dziwo dość jasny odcień, który po dokładnym roztarciu dobrze stapia się z moją cerą. Bardzo się cieszę, że firma nie postawiła na coś ciemniejszego (jak to zwykle robi) i myślę, że wiele osób będzie zadowolonych z koloru. Krycie określiłabym jako średnie, więc na ciemniejszych karnacjach taki odcień może się odznaczać.

Wersja matująca ma jasny, lekko żółty kolor i jest oczywiście transparentna. Czy matuje? Nie, ale jak na filtr jest całkiem nieźle. Na pewno wielu z was spotkało się z filtrami, które pozostawiały na twarzy trudny do zmatowienia efekt wysmarowania się masłem. Tu tego nie ma - skóra nie jest co prawda matowa, ale ma jedynie lekki blask zdrowej, odżywionej cery.

Kremów używam dopiero od niedawna (około trzy tygodnie), więc nie jestem w stanie jeszcze ocenić długofalowego działania, ale na razie jestem z nich bardzo, bardzo zadowolona. 

Zastanawiasz się, którą wersję wybrać? Jeśli:
na co dzień preferujesz mocniejsze krycie wybierz wersję matującą, na którą bez problemu nałożysz swój ulubiony podkład,
szukasz produktu, który zabierzesz ze sobą na urlop wybierz wersję tonującą, która zapewni ci ochroną, ale jednocześnie wyrówna koloryt skóry i zaoszczędzi miejsce w kosmetyczce,
na co dzień preferujesz średnie krycie wybierz obie wersje i najpierw nałóż matującą, a potem tonującą.

U mnie najlepiej sprawdza się łączenie tych dwóch produktów. Wersję tonującą z chęcią zabiorę na wyjazdy, jednak trzeba z nią uważać, żeby nie przesadzić nakładając kolejne warstwy. Przy stosowaniu najpierw matującej, a potem tonującej tego problemu nie ma, a ja czuję, że moja twarz jest odpowiednio chroniona.

Myślę, że na tę chwilę filtry Ziaja nie mają żadnej konkurencji w swojej kategorii cenowej. Gorąco polecam wam ich wypróbowanie, jeśli chcecie zapewnić swojej skórze wysoką ochronę.

Em

poniedziałek, 2 września 2013

Jak w przedszkolu

Jechałam dziś rowerem przez miasto. Było już południe, więc mijałam całe masy ubranych na galowo (bądź nie) i jedzących lody (bądź nie) uczniów, którzy dziś rozpoczęli kolejny rok nauki. I tak jadąc pomyślałam sobie, że może fajnie byłoby wrócić do... no nie, na pewno nie do gimnazjum. Może do liceum? Sama nie mogłam się zdecydować, czy to dobry pomysł.

W planach miałam wizytę w dziekanacie, więc po zrobieniu kilku kilometrów zostawiłam rower przed wejściem do uczelni i poszłam prosto pod dobrze mi już znane drzwi. Zamknięte. No ale jak to? Na stronie internetowej jak byk było napisane, że po przerwie wakacyjnej dziekanat będzie otwarty od 2 września. Okazało się w końcu, że no tak to, bo choroba i zwolnienie. Oczywiście po pięciu latach studiów nawet nie przyszło mi do głowy pytać, czy nikt na całym wydziale nie potrafi umieścić takiej informacji na stronie. Nie byłam nawet zdziwiona ani zła. Nie, po prostu już wiedziałam, że nigdzie nie chcę wracać. Znów przechodzić przez całe liceum i studia? Nie, dziękuję.

Jadąc dalej pomyślałam, że najfajniej to było jednak w przedszkolu. Pamiętam, że pierwszego dnia darłam się wniebogłosy i nie chciałam puścić mamy. Po tygodniu nie chciałam już stamtąd wychodzić, a kiedy poszłam do szkoły jeszcze długo wspominałam to miejsce. Dziś moje przedszkole już niestety nie istnieje.

Zamyślona nad tym upływem czasu zatrzymałam się pod biblioteką. Wczoraj skończyłam czytać wypożyczone książki i chciałam poszukać czegoś nowego. Podeszłam do drzwi, które nagle z impetem się otworzyły i wypadła z nich kobieta. Ot, taka koło czterdziestki, zwyczajna. Wypadając z tego przybytku kultury wściekle zakrzyknęła "SUKA!", po czym... kopnęła mnie. Poważnie. Podniosła stopę, po czym kopnęła mnie w łydkę. Wychowywanie się ze starszymi braćmi na szczęście w znacznej mierze uodporniło mnie na tego typu bodźce, więc za bardzo to nie zabolało, ale... no co jest?! Zanim zdążyłam zareagować, kobieta sobie poszła, a ja stwierdziłam, że chyba nawet nie trzeba nigdzie wracać, żeby móc znów poczuć się jak w przedszkolu (oczywiście nie w tym moim, bo moje było najlepsze).

A wy co myślicie o powrocie do szkoły? Chcielibyście przechodzić przez to raz jeszcze?

Em

P.S. Pochwalę się wam też moim dzisiejszym sukcesem. Jak wiecie, mój aparat przestał działać po tym, jak wpadł w piasek. Przeczyszczenie go w serwisie miało kosztować 200 zł, podczas gdy taki sam używany model na allegro osiągał cenę 150 zł, nie miało to więc sensu. Postanowiłam jednak spróbować zrobić coś sama i wiecie co? Zadziałało! Zaoszczędziłam dwie stówki używając pędzelków do cieni i eyelinera :) Blogerka kosmetyczna potrafi!

niedziela, 1 września 2013

(zapowiedź) essence beauty beats, essence metal glam, CATRICE Arts Collection LE

essence beauty beats

eyeshadow 01 baby, baby, ooh!, 02 I'm backstage, 03 as long as you love me |
lipgloss 01 groupie at heart, 02 eenie meenie, 03 I'm backstage | 2in1 eyeliner 01 the biggest fan |
nail polish 01 baby, baby, ooh!, 02 I'm backstage, 03 as long as you love me, 04 groupie at heart |
shimmer powder 01 swaaag! | blush 01 groupie at heart | hairties |
paperprint manicure design | paperprint manicure transfer solution

essence metal glam

eyeshadow 01 steel-ing the scene, 02 petal to the metal, 03 glamour girls, 04 golden eye |
lipgloss 01 petal to ehe metal, 02 best dressed, 03 glam-me | stick on eyeliner 01 petal to the metal |
nail polish 01 steel-ing the scene, 02 petal to the metal, 03 glamour girls, 04 gold digger |
gold topper 01 steel-ing the scene | blush 01 glam-me | highlighting powder 01 gold digger |
stick on jewels 01 she's so glamorous | nail sticker 01 silver star, 02 she's so glamorous, 03 glam-me

CATRICE Arts Collection
prawdopodobnie nie będzie dostępna w Polsce
Ultimate Nail Lacquer C01 Pinkroque, C02 Forevergreen, C03 Bronze-Deco |
Eye and Face Palette 


Z edycji CATRICE raczej na nic się nie skuszę (choć te palety zawsze mnie kuszą), jednak muszę przyznać, że propozycje essence wydają się całkiem ciekawe. Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście, pierwsza kolekcja związana jest z Justinem Bieberem (zerknijcie na te nazwy!). Pamiętacie, że w marcu byłam na jego koncercie? :) W metalicznej jest kilka interesujących produktów. Obie nie zwalają z nóg, ale trzymają poziom. Na razie - pewnie tak jak wy - i tak najbardziej czekam na nowości (te i te)!

Em