Kiedy zaczynasz pracować z domu, początkowo widzisz same plusy. Zaplanowałeś, że będziesz zaczynać pracę o 8? Śmiało możesz ustawić budzik na 7.55. Nie tracisz czasu na dojazdy i szybko odkrywasz, że nie musisz nawet wychodzić z łóżka ani zdejmować piżamy. Po co, skoro i tak nikt na ciebie nie będzie patrzył. Drzemka w ciągu dnia? Świetny pomysł! Trzygodzinna przerwa na zakupy, gotowanie obiadu i jedzenie go przy odcinku ulubionego serialu? Kto by tak nie chciał!
Z moich rozmów ze znajomymi pracującymi z domu wynika, że taki stan trwa zazwyczaj kilka tygodni, czasem kilka miesięcy. Zwykle po tym czasie przychodzi moment, w którym freelancer zaczyna się czuć tak sobie i postanawia nadać swojemu dniu przynajmniej jako taki kształt. Pomaga wyrobienie nawyku ubierania się (przynajmniej w ładny dres), ustalenie konkretnych ram czasowych pracy, a czasem po prostu wyjście na chwilę z domu. Ja nie jestem co prawda typowym freelancerem, ale przyznaję, że uwielbiam pracować w kawiarniach. To właśnie w nich przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, jestem najbardziej skupiona i pracuję najszybciej. W zeszłym roku, zainspirowana Iloną Patro i jej cyklem
Moje Mobilne Biuro, postanowiłam rozpocząć na blogu
serię wpisów opisujących moje ulubione miejsca do pracy na mieście (koniecznie
przeczytajcie o WESOŁA CAFE, miejscu z najlepszą kawą w Krakowie!). Dziś wracam z opisem kolejnej kawiarni, w której freelancerzy z laptopami są mile widziani.