Jeśli śledzicie mnie na instagramie, z pewnością wiecie, że jestem teraz nad morzem, gdzie zajmuję się głównie czytaniem książek, chodzeniem na długie spacery po plaży i rozmyślaniem o życiu. Wczoraj na przykład, kiedy siedziałam na piasku, obserwując cudowny zachód słońca i niebo przybierające przedziwne barwy, zastanawiałam się, jakie są te moje małe przyjemności, dzięki którym jestem szczęśliwsza. W trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy, kiedy zainspirowana ideami minimalizmu i slow life starałam się żyć bardziej świadomie, próbowałam częściej skupiać się na tych drobnych rzeczach, sprawiających, że nawet pod koniec całkiem zwyczajnego dnia potrafiłam przypomnieć sobie dobre chwile. Chcę się z wami podzielić moją listą małych przyjemności, ale przede wszystkim jestem bardzo ciekawa, jakie są te wasze! Podzielcie się nimi w komentarzach – na pewno zainspirują nie tylko mnie, ale też innych czytelników.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
sobota, 16 lipca 2016
PODKŁAD W KOMPAKCIE SPF 25 – MINIMALISTYCZNY MAKIJAŻ NA LATO
Temperatury w Polsce chwilowo trochę się uspokoiły. Przeszła już pierwsza fala upałów, które sprawiały, że wiele osób marzyło jedynie o zaszyciu się w jakimś przytulnym miejscu z klimatyzacją. Piszę do was te słowa, leżąc na kocu w parku. Jest idealnie, dwadzieścia kilka stopni, lekki wiatr, słońce schowane za pojedynczymi chmurkami. Na oczach mam niebieskie kreski zrobione eyelinerem, a na twarzy warstwę filtra SPF 50+ i mineralny podkład w kompakcie La Roche-Posay SPF 25. Ten ostatni to nowość w mojej kosmetyczce, testowana przeze mnie alternatywa dla tradycyjnego fluidu.
czwartek, 7 lipca 2016
SWEET LIFE CAFE & BAKERY – KAWIARNIA DLA FREELANCERA
Z moich rozmów ze znajomymi pracującymi z domu wynika, że taki stan trwa zazwyczaj kilka tygodni, czasem kilka miesięcy. Zwykle po tym czasie przychodzi moment, w którym freelancer zaczyna się czuć tak sobie i postanawia nadać swojemu dniu przynajmniej jako taki kształt. Pomaga wyrobienie nawyku ubierania się (przynajmniej w ładny dres), ustalenie konkretnych ram czasowych pracy, a czasem po prostu wyjście na chwilę z domu. Ja nie jestem co prawda typowym freelancerem, ale przyznaję, że uwielbiam pracować w kawiarniach. To właśnie w nich przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, jestem najbardziej skupiona i pracuję najszybciej. W zeszłym roku, zainspirowana Iloną Patro i jej cyklem Moje Mobilne Biuro, postanowiłam rozpocząć na blogu serię wpisów opisujących moje ulubione miejsca do pracy na mieście (koniecznie przeczytajcie o WESOŁA CAFE, miejscu z najlepszą kawą w Krakowie!). Dziś wracam z opisem kolejnej kawiarni, w której freelancerzy z laptopami są mile widziani.
poniedziałek, 4 lipca 2016
CZY WARTO WYDAĆ 80 ZŁ NA MLECZKO DO CIAŁA?
Jestem zwolenniczką wyszukiwania tanich perełek kosmetycznych za kilka złotych. Uważam, że w ofercie każdej marki, zarówno tej niskopółkowej, jak i takiej oferującej bardzo drogie produkty, można znaleźć i perełki, i buble. Jestem skłonna wydać kilkadziesiąt (lub więcej) złotych na nowy podkład czy chwaloną paletę cieni, ale w przypadku kosmetyków do pielęgnacji jestem już znacznie ostrożniejsza – w końcu półki w drogeriach aż uginają się od tanich i dobrych żeli pod prysznic czy balsamów za kilka złotych. Kiedy więc otrzymałam propozycję przetestowania bardzo drogiego mleczka-serum Vichy, pomyślałam – czemu nie! Produkt zaciekawił mnie jeszcze bardziej, kiedy przeszukałam internet i okazało się, że recenzje Ideal Body Vichy są fantastyczne, i to bez wyjątku. Postanowiłam więc sprawdzić działanie tego kosmetyku na własnej skórze i zdecydować, czy rzeczywiście warto wydać kilkadziesiąt złotych na mleczko nawilżające.
środa, 15 czerwca 2016
NAJWIĘKSZE KOSMETYCZNE HITY WSZECH CZASÓW
środa, 8 czerwca 2016
Jasne podkłady drogeryjnych marek – Rimmel, Maybelline, Bourjois, Lirene, Catrice, Pharmaceris
Ostatni weekend spędziłam na Blog Conference Poznań, miałam więc czas, żeby pomyśleć trochę nad kierunkiem rozwoju bloga. Do głowy wpadła mi myśl, której nie mogłam się pozbyć – brakuje mi tego, od czego zaczynałam, czyli tematów kosmetycznych. Ostatnio jest ich tu jak na lekarstwo, a przecież ta tematyka wciąż mnie kręci. Co prawda nie testuję już tak wielu produktów jak kiedyś, ale mimo wszystko wciąż koleżanki właśnie do mnie kierują często pytania, kiedy szukają dobrego tuszu czy podkładu. Postanowiłam więc działać i przynajmniej przez jakiś czas ponownie skupić się na kosmetykach, choć oczywiście inne tematy również będą się pojawiać.
Na początku postanowiłam zmierzyć się z tematem wyboru jasnego podkładu. Jeszcze dziesięć lat temu znalezienie w drogerii produktu, który pasowałby do typowej polskiej urody, graniczyło z cudem. Jeśli jakaś firma zdecydowała się w końcu wypuścić jasny odcień, informacja o tym od razu roznosiła się po internecie. Nie wiadomo czemu, ale producenci woleli stawiać na ciemne, zwykle wpadające w pomarańcz kolory. Na szczęście w ostatnich latach sporo się zmieniło i jasny podkład można bez problemu znaleźć już nie tylko wśród marek selektywnych (choć ekstremalnie blade osoby wciąż mogą mieć z tym problem). W swoich zbiorach posiadam w tym momencie osiem (tak, tak, żadna ze mnie minimalistka w tym względzie!) najjaśniejszych (lub prawie najjaśniejszych) dostępnych odcieni poszczególnych produktów. Zapraszam do szybkiego przeglądu, który – mam nadzieję – pomoże wam w zakupach.
Na początku postanowiłam zmierzyć się z tematem wyboru jasnego podkładu. Jeszcze dziesięć lat temu znalezienie w drogerii produktu, który pasowałby do typowej polskiej urody, graniczyło z cudem. Jeśli jakaś firma zdecydowała się w końcu wypuścić jasny odcień, informacja o tym od razu roznosiła się po internecie. Nie wiadomo czemu, ale producenci woleli stawiać na ciemne, zwykle wpadające w pomarańcz kolory. Na szczęście w ostatnich latach sporo się zmieniło i jasny podkład można bez problemu znaleźć już nie tylko wśród marek selektywnych (choć ekstremalnie blade osoby wciąż mogą mieć z tym problem). W swoich zbiorach posiadam w tym momencie osiem (tak, tak, żadna ze mnie minimalistka w tym względzie!) najjaśniejszych (lub prawie najjaśniejszych) dostępnych odcieni poszczególnych produktów. Zapraszam do szybkiego przeglądu, który – mam nadzieję – pomoże wam w zakupach.
Etykiety:
bourjois,
catrice,
eris,
jasny podkład,
lirene,
maybelline,
natura,
nie polecam,
pharmaceris,
podkłady,
polecam,
rimmel,
rossmann,
zakupy
piątek, 3 czerwca 2016
„Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” – recenzja nowej książki Asi Glogazy
„Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” to najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka tego roku. Kiedy zobaczyłam jej zapowiedź na stronie wydawcy, aż podskoczyłam z radości. Wreszcie na rynku miał się pojawić tytuł opisujący najbardziej interesujący mnie w ostatnich miesiącach temat, i to na dodatek autorstwa jednej z moich ulubionych blogerek – Asi Glogazy ze styledigger.com. Nic więc dziwnego, że skorzystałam z pierwszej możliwej okazji, żeby się do niego dorwać (przedpremierowo podczas Warszawskich Targów Książki, do księgarń trafił 1 czerwca).
Już otwierając tę książkę po raz pierwszy, kartkując strony, wąchając świeży druk, podziwiając świetnej jakości papier i piękne zdjęcia, a następnie czytając wstęp, nabierałam pewności, że chcę się nią delektować. I tak też zrobiłam – przez dziesięć dni dawkowałam ją sobie, czytałam fragmentami, nad niektórymi zatrzymując się na dłużej i robiąc notatki. Szczerze mówiąc, tuż po zakończeniu lektury miałam ochotę zacząć wszystko od początku! W tym wpisie opowiem wam, czym „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” mnie ujęło i przytoczę ulubione cytaty. Jednym zdaniem: to książka idealna dla każdego, kto chce zacząć żyć bardziej świadomie.
Już otwierając tę książkę po raz pierwszy, kartkując strony, wąchając świeży druk, podziwiając świetnej jakości papier i piękne zdjęcia, a następnie czytając wstęp, nabierałam pewności, że chcę się nią delektować. I tak też zrobiłam – przez dziesięć dni dawkowałam ją sobie, czytałam fragmentami, nad niektórymi zatrzymując się na dłużej i robiąc notatki. Szczerze mówiąc, tuż po zakończeniu lektury miałam ochotę zacząć wszystko od początku! W tym wpisie opowiem wam, czym „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” mnie ujęło i przytoczę ulubione cytaty. Jednym zdaniem: to książka idealna dla każdego, kto chce zacząć żyć bardziej świadomie.
Etykiety:
joanna glogaza,
książki,
lifestyle,
minimalizm,
recenzja,
slow life,
styledigger
Subskrybuj:
Posty (Atom)






